Internet Beta 2011


14-16 września pod Rzeszowem odbyła się trzecia edycja konferencji Internet Beta organizowanej przez Mateusza Tułeckiego. Po raz pierwszy przy współudziale Proseeda jako patrona medialnego i partnera merytorycznego. Nie mogło mnie tam zabraknąć:)

Beta jest konferencją interdyscyplinarną, ale skupioną wokół internetu oraz kultury i biznesu, które się dzięki niemu tworzą. Nasz magazyn był odpowiedzialny właśnie za część biznesową – drugiego dnia eventu razem z Szymonem Szymczykiem (redaktorem prowadzącym Proseeda) prowadziliśmy blok startupowy, na którym pojawili się z prezentacjami między innymi Borys Musielak (Filmaster), Filip Miłoszewski (Listonic), Agnieszka Oleszczuk-Widawska (Evenea), Paweł Nowak (PressPad) czy Wiktor Sarota (inFakt).

Po prezentacjach odbył się panel, który miałem przyjemność moderować. Pytałem Bartka Golę (SpeedUp Group), Rafała Han (Brightberries), Jaromira Działo (Topicmarks) i Agnieszczkę Oleszczuk-Widawską (Evenea) czy coś się zmienia w polskiej branży startupowej. Miałem tezę, że nasza malutka nisza zaczyna się profesjonalizować i dorastać. Widać to było chociażby po uczestnikach następującego po panelu konkursu Startup Sito – każdy z nich miał już kilkuletnie doświadczenie w branży, często byli to seryjni startupowcy. Paneliści w sumie zgodzili się, że tak jest, ale Rafał i Bartek zauważyli, że to dopiero początek drogi jaką idziemy. Ale idziemy w dobrym kierunku. More or less.

Inne tezy panelu:

  • Polskie fundusze VC to też startupy – funkcjonują na zupełnie nowym dla siebie rynku, nie mają zbyt długiego doświadczenia, więc też uczą się wpatrując w amerykańskie wzorce. Zupełnie jak nasze startupy. Bartek prosto z mostu zapytał czy na polskim rynku był jakiś exit na poziomie kilku milionów zł. Rafał stwierdził, że spodziewa się takiej transakcji w przeciągu 3-5 lat.
  • Bartek potwierdza swoją tezę z Auli sprzed 1.5 roku, że „startup, który nie zarabia w krótkim czasie, nie znajdzie inwestora w Polsce”. Zapytam się go o to samo za rok:)
  • Bańka eventowa – mamy obecnie masę barcampów, konferencji, eventów, warsztatów, Startup Weekendów i podobnych wydarzeń w całej Polsce. Masę w stosunku do tego co się działo rok temu. Czy to dobrze czy źle? Dobrze, bo każdy może znaleźć coś ciekawego blisko swojego miasta i buduje się mocna społeczność, ale z drugiej strony, potrzeba już całego etatu, aby być na bieżąco z tym wszystkim.
  • Zaczyna się moda na startupy, pojawiają się w TV, wchodzą na salony, ale nie pasują do nich czerwone dywany i konferencje w Hiltonie. Ostatnie Aulery były tego przykładem: startup to jednak garaż, a nie hotel, ciężka praca u podstaw a nie splendor i drinki. Po Aulerach, które współorganizowałem właśnie w Hiltonie dostałem dużo negatywnych komentarzy ludzi, którzy czuli dysproporcję między naszymi standardowymi spotkaniami a eventem w Hiltonie.
  • Agnieszka powiedziała, że kto raz zasmakował, jak to jest budować swój własny produkt i później go sprzedawać, to będzie to robił dalej, nawet jeśli jego pierwszy projekt upadł. Startup to nałóg.

Po panelu przeprowadziliśmy jeszcze konkurs dla startupów Startup Sito. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony poziom prezentacji i przygotowaniem prezentujących. Ostatecznie nagrodę Jury (ten sam skład co w panelu, ale kobiety się zmieniły – zamiast Agnieszki była Ania Zarudzka z Chilid) otrzymało Manifo.com, a nagrodę publiczości LingApp. Gratulacje!

Co do reszty konferencji nie będę się wypowiadał. Fajnie słuchało się prezentacji o vlogerach czy nowym podejściu do brandingu, ale nie czuje się kompetentny, aby oceniać ich jakość.

Jednocześnie wielkie brawa dla Mateusza Tułeckiego i całego zespołu przygotowującego Betę 2011. Dawno nie widziałem tak dobrze przygotowanej konferencji i takiego hipernetworkingu:)

Bitcoins – niedługo wszystko się odwróci do góry nogami

Bitmonety wybuchły właśnie w USA. Wirtualna waluta rozprowadzana drogą P2P już za chwilę, już za momencik stanie się światowym memem destabilizując system wymiany walutowej.

Czym są bitcoins? To wirtualna waluta, która jest generowana przez program wykorzystujące wolne cykle obliczeniowe komputera użytkownika – działa podobnie jak program SETI@Home. Po wygenerowaniu monety możesz nią dowolnie obracać – przesyłać, wymieniać, kupować produkty online. Bitmonety zyskały sobie ogromną popularność wśród półświatka dzięki ułatwianiu nielegalnych transakcji online (np. za bazę danych kart kredytowych PSN…), ale także korzystają z niej gracze pokerowi. Serwisy freelancerskie i pierwsze sklepy online przymierzają się do wprowadzenia bitcoins, są już programiści, którzy swoją zapłatę przyjmują w nich…

Dlaczego? Bo Bitcoins mają same zalety: rozprowadzają się w ramach P2P (więc nie ma „banku centralnego” który może manipulować kursem), nie mogą być namierzane i śledzone jak transkacje bankowe, mają ekstremalnie niskie koszty przesyłu i, co najgorsze, nie mogą być opodatkowane.

Obecnie w obrocie jest 6 milionów bitmonet – system został tak stworzony, że do 2140 roku może być ich maksymalnie wygenerowanych 21 milionów. W tym momencie jedną bitmonetę można kupić za 7.25 dolara. Dla tych wszystkich, którzy właśnie szukają programu do generowania tych monet śpieszę z informacją: obecnie zrobienie jednej zajmuje 5 lat i jest tak pomyślane, żeby ilość wykorzystanych cykli procesora i wykorzystanej do tego energii była wyższa od wartości była wyższa od faktycznej wartości bitmonety.

Jason Calacanis stwierdził analizując temat, że przy takiej szybkości propagacji Bitcoins zostaną w ciągu 12-18 miesięcy zakazane przez społeczność międzynarodową i rządy krajowe. Powstaje bowiem tutaj drugi rynek obrotu walutą, która z racji swojej niesterowalności i braku kontroli staje się lepszą alternatywą w stosunku do walut fiducjarnych takich jak euro czy dolar. Nagle może stać się prawdziwa wizja Dukaja, który wieszczył wyższą siłę nabywczą walut wirtualnych od tradycyjnych (zresztą ja też trochę o to zahaczyłem pisząc o gospodarkach urojonych).

Patrząc na to wszystko nie mogę nie odnieść wrażenia, że czeka nas spory krok w stronę… no właśnie nie wiem jak to dobrze określić, ale Calacanis nazywa to technotarianizmem (technologicznym liberianizmem).

Ciekawe czasy.

Poradnik: Jak wykorzystywać ludzi, część 1

Każdy każdego wykorzystuje. Nikt się jednak do tego nie przyznaje – to jeden z elementów naszej społecznej hipokryzji. Umiejętność wykorzystywanie ludzi do swoich własnych celów jest (imho) bardzo pożądaną umiejętnością. Ostatecznie wygrywa ten, kto efektywniej wykorzysta odpowiednich ludzi.

Aby wyklarować: wykorzystywanie oznacza delegowanie zadań nie oferując za to wymiernej korzyści. Nie ma za to nic wspólnego z krzywdzeniem, okłamywaniem i malwersacjami.

Jednym z podstawowych sposób wykorzystywania ludzi wokół siebie to traktowanie ich jako filtrów, np. informacyjnych. Nie potrzebuję czytać antyweb.pl, interaktywnie.com czy innych serwisów „branżowych”, bo o tym co jest istotne dowiaduję się od znajomych, którzy za mnie parserują informacje. Jeśli coś jest rzeczywiście istotne, wypływa w bezpośrednich rozmowach – online lub oko w oko. W ten sam sposób później ja staję się filtrem dla innych – przekazuję tylko to co uważam za istotne.

Mając kilka takich ludzkich filtrów informacyjnych można zrezygnować całkowicie z czytania newsów.

To najlepszy sposób, aby uniknąć zalewu niepotrzebnych informacji.