Antisocial

Jeśli ktoś mówi, że ma więcej niż jednocyfrową liczbę przyjaciół to kłamie. Tak samo ze dziesiątkami znajomych. Człowiek, mimo, że jest istotą społeczną, nie jest w stanie generować więzi ze wszystkimi ciekawymi jednostkami w jego okolicy. Nikt nie ma na to czasu, energii i zaufania.

Internet i mobile dały ludziom możliwość oversharingu: dzielenia się każdym widzialnym, autoocenzurowanym kawałkiem swojego życia w trybie ciągłego streamu, który, właśnie przez swoją nieustanność, deprecjonuje autora.

Ergo, budowanie sieci społecznościowej wokół swojej osoby to mit; im więcej ludzi trafia do takiej sieci, tym jej wartość (oraz każdej jednostki w tej sieci) spada. Stąd też pomysł m.in Path na ograniczenie liczby znajomych do 50 (co i tak jest za dużo jak dla mnie).

Najlepsza sieć społecznościowa to sieć ukryta: jej członkowie wiedzą o jej istnieniu, ale nie mają pojęcia, kto się w niej jeszcze znajduje. W tym układzie relacje zachodzą zawsze między dwoma osobami, bez wtrącania się tła w postaci znajomych znajomych. Komunikacja jest intymna.

Taka sieć nie miałaby jak zarabiać. Nie rozrastałaby się w tempie wykładniczym, nie uzyska skali. Ale może jest potrzebna?

Gospodarka urojona

Ciężko jest wyprodukować, a później sprzedać coś fizycznego. Materia stwarza opór. Wiele świetnych pomysłów nigdy nie wchodziło na rynek, bo koszty zwalczania oporu materii były zbyt duże (case: Gilf)

Ale bity już nie są takie perfidne. Można je przemieszczać i kopiować, sa nieograniczonym źródłem, może także dochodów.

Obecnie najlepszy możliwy  (w sensie: optymalny) biznes to taki, w którym za wirtualne dobra płaci się prawdziwymi pieniędzmi.

Z tym ze prawdziwe pieniądze to tez już definicja przechodząca na śmietnik historii, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że  pieniądz jest teraz forma kredytu ( i do tego na elektronicznym rachunku; to forma uznaniowa, fiducjarna, bez fundamentów).

Ludzie są już przygotowani na to, ze pieniądz został zredukowany do symbolu – bez fizycznej reprezentacji.

Dlatego bez problemu przyjmują wirtualne waluty w Farmville, in- app payments i tym podobne zagrywki developerów social games i MMO.

Na razie to wyspy na morzu starej gospodarki, ale spodziewam że czeka nas fala konwergencji przypominająca w założeniach integrację ekonomiczną.

A wszystko rozpocznie sie od tego, ze wirtualna waluta w social games stanie się wymienna nie w realu ale w innej grze. Ustanowi się kurs wymiany, pojawia sie giełdy wirtualnych walut, oscylatory, foreksy, kredyty, instytucje pośredniczące. Wbudujemy stary system finansowy w nowe urojone światy. Aż nagle okaże się, że nikomu nie opłaca się, że wirtualne waluty (lub też jedna, uniwersalna wirtualna waluta) będzie wiarygodniejsza od ich rzeczywistych alternatyw.

Ciekawe czasy nas czekaja.

Zbrojne ramie internetu

Anonymous to fenomen. To ruch, który według mnie w ciągu najbliższego roku, może dwóch, przyćmi gwiazdę Juliana Assange i Wikileaks z prostego powodu: tam gdzie Julian zakłada białe rękawiczki, Anonsi wyjmują noże.

Anonymous to sieć P2P zbudowana na ludziach, a nie komputerach. To flashmob z sensem, celem i (wbrew wszystkiemu) jasnym przekazem. To struktura zbudowana tylko i wyłącznie w celu protestowania i terroryzowania instytucji, które jawnie działają poza jasno określonymi ramami „umowy społecznej”.

Anonsi powstali na 4chanie, ale już dawno ich poglądy się na tyle skrystalizowały, że ślepe kierowanie się memami dla czystej zabawy to dla nich za mało. Oni szukają celów do ataku, są zbrojnym ramieniem internetu.

Dzisiaj Anonsi przeprowadzili atak na Visę i Mastercard jako odwet za zablokowanie przesyłania datków na utrzymanie Wikileaks. Kilka dni temu podobnie wojowali z Paypalem.

Nie ma tutaj miejsca na negocjacje i układy, Anonsi działaja binarnie: albo coś jest ok, albo nie. Nie posiadają własnej wewnętrznej hierarchii, a jednak podejmują decyzje szybko – są przy tym chirurgicznie skuteczni, głównie dzięki narzędziom, które wykorzystują (przede wszystkim LOIC). Decentralizacja i  ukrycie pod maskami Guya Fawkesa jak z filmu V for Vendetta powoduje, że nie ma jednej ręki, którą można złapać na gorącym uczynku. Nie ma Juliana, którego można wsadzić do więzienia za molestowanie czy pornografię dziecięcą.

Jak walczyć z organizacją, która nie ma organizacji? Założę się że mądre głowy z US Cyber Command już nad tym myślą.

EDIT: Anonymous właśnie opublikował swój manifest i list do mediów. Dobra lektura