Podcasty 2.0

Jestem fanem i propagatorem podcastów. Słucham ich już od ponad pięciu lat i choć samo medium miało już kilka definiujących zmian (rozdzielenie podcastów od muzyki w iTunes, niezależne aplikacje i katalogi) to ciągle uważam, że dopiero czeka nas prawdziwy rozkwit tej formy konsumpcji treści dźwiękowych.

IMG_1807

Ciągle mi w podcastach czegoś brakuje. Długo nad tym myślałem i chyba wreszcie wiem co to jest: brakuje dwustronnej, natywnej dla medium komunikacji między nadawcą i odbiorcą. Myślę, że jest miejsce na rynku na aplikację, która ten problem rozwiąże.

Moja idea opiera się na kilku przesłankach:

  • Słuchacze podcastów to grupa ludzi, która lubi dobrą, ale „personalną” treść – społeczność buduje się wokół ludzi a nie marek i kanałów,
  • Słuchacze podcastów nie mają metody na docenianie twórców w prosty sposób. Powstają akcje na Kickstarterze, powstał Patreon, ale ciągle brakuje natywnego rozwiązania, które nie wymusza wchodzenia na zewnętrzną stronę czy płacenie Paypalem lub SMSem. A dojdziemy do sytuacji, że ciągłe słuchanie reklamy Squarespace i Mailchimpa już nam się znudzą.
  • Słuchacze podcastów wiedzą czego chcą słuchać, ale mają ograniczone metody budowy swojej „bazy”. Budują swoje własne ROD – Radio On Demand – korzystając z rankingów popularności w aplikacja bądź ręcznie przepisując (!) tytuły polecone przez znajomych.

Chciałbym, aby istniała aplikacja, która pozwala mi na lajkowanie oraz rekomendowanie i skomentowanie danego odcinka. Jeśli byłby wyjątkowo dobry to także chciałbym móc wpłacić $1 przez in-app purchase jako podziękowanie za świetną treść. Spokojnie wydawałbym tak 10 dolarów miesięcznie.

Nie istnieje coś takiego jak spontaniczne odkrywanie nowych podcastów. Do tej pory nie wiem czego słuchają moi znajomi (nie mogę spojrzeć do ich katalogów), nie mogę też zobaczyć co właśnie w tym momencie słucha się w mojej okolicy. Do tej pory najlepszym sposobem, że podzielić się swoimi ulubionymi podcastami było zrobienie screenshota z aplikacji.

Wiem, że mając to wszystko w ramach jednego systemu byłbym o wiele aktywniejszym słuchaczem, uczestnicząc w powstawaniu merytokratycznego medium.


Uwalniam ideę w świat. Jeśli ktoś ma ochotę ją zrealizować to chętnie pomogę.

Jak piszę MDM – warsztat

Jakiś czas temu padło pytanie jak powstaje Mobile dla Managerów i jaki mam do tego przygotowany warsztat pracy.

Wychodzę z założenia że narzędzia są drugorzędne w samym procesie pisania. Im mniej funkcji tym lepiej, więc szukałem narzędzi, które nie wprowadzają szumu, nie wymagają zbytniej nauki i pozwalają zautomatyzować co tylko się da.

Pierwszym i centralnym elementem całej układanki jest LeanPub – serwis, który pozwala na samodzielne pisanie i publikację książki elektronicznej. Pierwszy raz tutaj trafiłem, gdy została mi polecona książka Agile w Praktyce Andiego Brandta. W LeanPub szczególnie ciekawe, jest to, że można publikować i sprzedawać swoją pracę, zanim jeszcze zostanie skończona (to jest dopiero szatańsko leanowe podejście!).

LeanPub zajmuje się całą stroną techniczną automatycznie: wystarczy wrać pliki z tekstem, a system sam generuje spis treści, podpisy, odnośniki i to w niezależnych plikach epub, mobi i pdf. Mają też całkiem fajne statystyki i gotowy landing page – oszczędza więc dużo czasu, który można przeznaczyć na pisanie.

Choć z LeanPuba można korzystać przez stronę www to ja preferuję synchronizację plików przez Dropbox. LeanPub wygenerował sobie katalog po tym jak dałem mu dostęp do Dropa i tam siedzą wszystkie moje pliki związane z MDM. Zgodnie z rekomendacją – każdy rozdział to oddzielny plik tekstowy.

Na tym etapie wiedziałem już, że muszę nauczyć się Markdowna – czyli specjalnego języka ze składnią, która pozwala na dodawanie do standardowego tekstu tabel, obrazów, cytatów i innych upiększaczy. W czym Markdown jest lepszy od tego co oferują natywne formaty Pages czy Word? Przede wszystkim jest minimalistyczny i uniwersalny – nie ważne jak i gdzie ktoś czyta twój tekst to i tak wiesz, że będzie dobrze wyglądał. Inna sprawa, że LeanPub wymaga, aby się go nauczyć:)

Kiedy już byłem pewien, że bez Markdowna się nie uda, to stwierdziłem, że muszę znaleźć sobie takie narzędzie do pisania, które będzie mi pomagało (nie przeszkadzając). Ostateczny wybór padł na Byword 2 – trafiłem wtedy na promocję i zapłaciłem trochę mniej niż standardowe $10.

Byword na OSX jest świetny do długich sesji pisarskich, na które mogę sobie pozwolić tylko w weekendy. Kiedy jednak gdzieś w drodze wpadnie mi do głowy fajna myśl to zapisuje je w Simplenote na iPhonie. Kocham Simplenote miłością nieprzerwaną od ponad czterech lat. Każdą notkę związaną z książką oznaczam w tekście z tagiem #mdm i później tak przefiltrowane notatki przelewam do książki.

Jeśli chodzi o newsletter to korzystam z Tinyletter. Jest prosty i darmowy. Myślałem o bardziej rozbudowanych systemach mailingowych jak MailChimp czy polskie GetResponse czy Freshmail, ale wszystkie wydają mi się zbyt skomplikowane. Odstawiłem więc kombajny na bok. Tinyletter ma limit 5000 subskrybentów, który raczej ciężko będzie mi zapełnić, ale jeśli już tak się stanie to zawsze mogę przenieść się gdzieś dalej.

Czasami do newslettera wrzucam link do fajnego fragmentu z książki (jak ten). Wtedy otwieram macowe Pages, wybieram jeden z predefiniowanych szablonów (są bardzo estetyczne!) i wrzucam tekst. Ten, w większości przypadków, sam się dobrze układa.

Generuję sobie wtedy PDFa i wrzucam na Dropboksa do publicznego katalogu. Zanim jednak udostępnię ten plik to korzystam jeszcze z Bit.ly czyli skracacza liników. Bit.ly daje mi kontrolę na linkiem – zawsze mogę podmienić co jest pod nim, wiem też ile osób i skąd na niego klika.

Niedługo będę chciał się dowiedzieć więcej o moich potencjalnych czytelnikach i odpalę ankietę. Tutaj mój wybór padł na Typeform – przede wszystkim ze względu na ergonomię i responsywny design. Da się ją wypełnić zarówno na desktopie jak i smartfonie.

Okładkę także zrobiłem sobie sam bo kiedyś, bardzo dawno temu kupiłem w promocji Pixelmatora (teraz kosztuje $30) – czyli takiego młodszego brata Photoshopa.

Mimo tego, że ten blogpost jest długi jak na moje standardy to sam proces jest bardzo prosty i szybki (szukałem najłatwiejszych rozwiązań jakie były). Jedynie LeanPub na początku przytłacza swoimi możliwościami, ale warto przebrnąć przez ich manual i wszystko powoli staje się jasne.

Nam sam koniec: jeśli nosisz się z zamiarem pisania książki to mam prostą radę: po prostu zacznij. Narzędzia mają marginalne znaczenie – korzystaj z tych, które masz pod ręką i olej porównywanie funkcji konkurencyjnych programów bo wpadniesz w pułapkę wyścigu zbrojeń – zamiast zająć się pisaniem.

Proces

Zaczyna się od zauroczenia. Taka mała aplikacja na takim mały urządzeniu i tyle potrafi! Naprawdę żyjemy w przyszłości.

Później przychodzi zachwyt nad formą. Ja też chciałbym móc robić takie piękne rzeczy!

Następnie jest refleksja: piękno to nie wszystko, co przyciąga – to, co widzę jest takie nowe… a jednak takie znajome i łatwe w użyciu.

Pojawiają się pytania: mnóstwo ludzi musiało przeznaczyć mnóstwo czasu, żeby to wszystko tak spójnie i logicznie wyglądało. Jak się zorganizowali? Czy im się to opłaciło? Jakie napotkali problemy?

I na koniec jest poczucie, że to wszystko z czegoś wynika. Ktoś przewidział, że to mi się spodoba  –  mi i setkom, tysiącom, milionom ludzi na całym świecie. Ktoś uznał, że tak zbuduje swoją przewagę nad rynkiem. Ktoś to policzył, sprawdził, ustalił strategię i wprowadza w życie.