Zegary i wskazówki

Sam nie wiem skąd narodziła się moja pasja do zegarków. Pamiętam, że jeszcze podczas studiów we Wrocławiu trafiłem przypadkiem na piramidę pokazującą „hierarchię” różnych marek i ekscytowałem się tym, jakie kosmiczne ceny mają te najdroższe modele. Jest coś fascynującego w tym, że taki mały przedmiot może być droższy od komputera, samochodu czy mieszkania.

mens-watch-guide-making-right-purchase-choices-to-build-a-longlasting-collection-14-638

Dopiero z czasem doszło do mnie, że ta cena wynika z wielu różnych czynników, ale od tamtej pory moje zainteresowanie zegarkami rosła – od niezrozumienia snobistycznej mody, przez zgłębianie co ciekawszych historyjek, przez analizę poszczególnych marek. W ten sposób dotarłem do Bregueta, Patka i innych wielkich ojców zegarmistrzostwa.

Zegarki i wskazówki

Moja wiedza o zegarmistrzostwie jest bardzo wyrywcza, ale im więcej wiem, tym więcej zauważam subtelne znaczenie zegarków w codziennym życiu. Na przykład zupełnie inaczej patrzę na skandale związane z zegarkiem ministra Nowaka czy nieostrożne słowa Toma Perkinsa o jego Richard Mille Turbillon RM 02.

Ocenianie ludzi po pozorach nie jest zwykle zbyt dobrym pomysłem. Niemniej znajomość zegarka jaki nosi rozmówca może dać dobrą wskazówkę (hm:) do zrozumienia z kim mamy do czynienia. Z zegarkiem jest tak, że jego wybór jest świadomy. Jeśli już ktoś go nosi, to praktycznie przez cały aktywny dzień się z nim nie rozstaje – więc musi mu się osobiście podobać. Mając to na względzie poczytajcie jakie zegarki noszą najważniejsi ludzie na świecie.

Jednocześnie zegarek nie ma już żadnego znaczenia utylitarnego. Kiedyś służył do mierzenia czasu, ale teraz to tylko biżuteria – swoją drogą jedyna generalnie akceptowalna dla dorosłego faceta. Dlatego jeśli już chcesz oceniać kogoś po przedmiotach to lepiej po zegarku niż samochodzie. Zegarek ma się po to, że powiedzieć coś otoczeniu. To mogą być różne rzeczy: stan konta, zamiłowanie do świecidełek, ale także gust, przywiązanie do historii, przynależność i pozycję w hierarchii.

I mówię wam – jeśli ktoś faktycznie spędzi trochę czasu na wybieraniu zegarka to nawet po krótkim spojrzeniu jest w stanie rozpoznać co ma na ręku osoba po drugiej stronie stołu. Tak jak całkiem łatwo jest rozpoznać model samochodu po kształcie maski.

W środku i na zewnątrz

O szlachetności zegarka świadczy wiele rzeczy – to z jakich materiałów jest wykonany to pierwszy, powierzchowny czynnik. Drugą jest werk, czyli mechanizm zamknięty w kopercie.

Wyjątkowość werku określa się w tak zwanych komplikacjach – czyli dodatkowych mechanizmach, które mieszczą się w zegarku –  takiej jak datownik, chronograf, fazy księżyca ale także stoper czy termometr.

W poprzednich wiekach trwała wręcz wojna między zegarmistrzami na zaprezentowanie najbardziej skomplikowanego werku. Ostatecznie wygrał Abraham-Luis Breguet prezentując model stworzony dla księżnej Marie Antoinette. Ten zegar do tej pory jest uznawany za jeden z najpiękniejszych rzeczy jakie wyszły spod ręki człowieka i potocznie mówi się na niego „Królowa” – choć kobieta, na cześć której powstawał, nigdy go nie zobaczyła. Został ukończony dopiero 34 lata (!) po tym jak została skazana na egzekucję. Obecnie oryginał wyceniany jest 30 milionów dolarów.

Poniżej rekonstrukcja z 2004 roku wykonana na zlecenie CEO Swatch Group (właściciela marki Breguet):

516414

Swoją drogą jego historia jest fascynująca – pełno tam romansów, pieniędzy, przypadków, zabójstw i mistrzów kradzieży. Obiecuję, że kiedyś ją dokładnie opiszę bo nadaje się na scenariusz dobrego filmu.

zdjęcie

Ja sam dopiero po roku posiadania „dorosłego” zegarka byłem wystarczająco odważny, żeby zajrzeć do środka. I zrobiłem to nie z tym, który zazwyczaj noszę, tylko dodatkowo dobranym modelem, którego nie bałbym się zepsuć.

I to był błąd. Teraz już wiem, że zabawę z zegarkami należy zacząć od czegoś innego: dużych zegarów ściennych i budzików. Gwarantuję Wam, że zaczynanie od rozbierania naręcznego zegarka skończy się zdemolowaniem całego mechanizmu.

To, co dzieje się w środku mechanicznego zegarka nie różni się szczególnie od innych (na przykład stojących) zegarów, ale wszystkie elementy są tak małe, że bez narzędzi, wprawnego oka i odpowiedniej metodyki nie da się go rozłożyć i złożyć. Lepiej jest potrenować na kilkukrotnie większym budziku.

FullSizeRender

Tak też robię teraz. Pod okiem zegarmistrza składam i rozkładam budziki, co jest świetną metodą na zrozumienie jak faktycznie działa cały werk. Dopiero zegarmistrz mi powiedział, że najpierw trzeba wyjąć włos i wychwyt a później zająć się resztą elementów czy nawet jak nie zdemolować werku zwolnieniem napiętej sprężyny napędowej.

IMG_2114

Dla mnie to wszystko jest jak wielowymiarowe puzzle. Moment, w którym wszystkie elementy są na swoim miejscu i zaczyna gładko chodzić jest ogromnie satysfakcjonujący.

Dlaczego?

W zegarach mechanicznych niesamowite jest to, że ich rozwój technologiczny doszedł do już do praktycznego sufitu. Nigdy nie będą równie dokładne i sprawne jak elektroniczne, ale nie tu leży ich wartość. Zegary to prawdopodobnie najbardziej skomplikowane urządzenia mechaniczne jakie można zbudować własnymi rękoma. Ich wartość leży w czasie, energii i cierpliwości, jaką prawdziwi, fizyczni ludzie muszą poświęcić, aby je złożyć lub naprawić.

Gdy moi znajomi i rodzina dowiedziała, że interesuję się zegarkami to zacząłem dostawać przy każdej okazji nowe model do zbadania, naprawy czy nawet na własność. I zawsze w tych małych mechanizmach zawarte są ludzkie historie.

Obok mnie leży teraz zegarek naręczny matki przyjaciółki mojej babci. Mały i pozłacany – na tarczy da się ledwo co wyczytać cztery pierwsze litery marki. Wiem jednak, że ma około 100 lat – a teraz czeka mnie szukanie producenta zegarków o nazwie NEME***.

Za każdym takim zegarkiem idzie historia. To nie są jednorazówki, które po zepsuciu wyrzuca się do kosza (to los wszystkiego, co elektroniczne). Zegarki kupuje się na szczególne okazje, przesiąkają historiami, są przenoszone z rodziców na dzieci. Ich długowieczność i umiejętność „życia” i gromadzenia historii jest czymś wyjątkowym.

Co dalej?

Marzy mi się, aby choć w małym zakresie wskrzesić zegarmistrzostwo jako sztukę i hobby. Patrząc o sklepach jubilerskich połowę wystaw stanowią pięknie prezentujące się eksponaty po kilka, kilkanaście i kilkadziesiąt tysięcy złotych. W internecie całkiem dobrze działają sklepy z popularnymi oraz ekskluzywnymi markami. Aż nie chce mi się wierzyć, że ludzie, którzy wydają tyle pieniędzy na zupełnie niefunkcjonalne urządzenia nie mają potrzeby dowiedzieć się o nich czegoś więcej i zagłębić się w ten świat.

Co więcej – powstaje coraz więcej polskich marek zegarków. Trzymam kciuki, aby G. Gerlach, Błonie i  Xicorr stały się czymś więcej niż tylko chwilową ciekawostką.

Szkoda tylko, że kiedyś prężnie działające cechy zegarmistrzowskie się zabetonowały. To są instytucje, które kompletnie nie potrafią wzniecić zainteresowania swoim fachem, bo siedzą w nich towarzysze zajęci dyskusjami między sobą zamiast wychodzeniem w świat. Proszenie o udzielenie kilku lekcji kończy się zazwyczaj wzruszeniem ramion i zdziwieniem.

Równie ciężko jest z materiałami do nauki. Książka, od której większość aspirujących zegarmistrzów zaczyna swoją przygodę – nawet dzisiaj – to podręcznik z 1938 roku pt. „Zarys nauki o zegarze” Bogdana Strojnego.


IMG_2105

Największa i najważniejsza polska publikacja rozpoczęła się w 1948 roku a jej ukończenie trwało aż 52 lata (!!!). „Zegarmistrzostwo” Aleksandra Podwapińskiego i Bernarda Bartnika, braci Franciszkanów to 12 ksiąg opisujących bardzo dokładnie każdy rodzaj zegarów i wszelkie zasady pracy zegarmistrzów.

103

Skompletowanie wszystkich 12 pozycji z serii to nie lada zadanie. Udało mi się do tej pory zdobyć tylko pozycje nr 10 „Zegary elektryczne zespołowe i przemysłowe” nakładem WSiP. Jedyne miejsce, gdzie można znaleźć całą serię to Chomikuj gdzie jakiś zapaleniec zeskanował i umieścił całość w PDFach.

Na koniec

Ja sam wsiąkam w temat coraz mocniej. Czytam wszystko, co mogę znaleźć o historii, mechanizmach i zegarmistrzach. Wieczorami jak tylko mam chwilę wolnego rozkładam i składam mechanizmy nabierając krok po kroku doświadczenia. Gdzieś z tyłu głowy mam pomysł, żeby zdać egzamin zegarmistrzowski w dalekiej przyszłości.

Jeśli jest wśród Was ktoś, kto ma podobną zajawkę to chętnie porozmawiam. Uważam, że powinniśmy z powrotem zrobić z zegarmistrzostwa sztukę i może wspólnie nam się uda.

2014

2014 to rok zmian i poważnych decyzji. Wiele rzeczy zakończyłem i kilka ważnych rozpocząłem.

Camino

Screenshot at gru 27 14-47-09

W kwietniu 2014 wyruszyłem na moje trzecie Camino. Czyli po raz trzeci zapakowałem się w plecak i poszedłem przed siebie. Tym razem wybrałem trasę Camino del la Plata liczącą w sumie 420 km. Droga na terenie Castilla y Leon porażała słońcem, a w części galicyjskiej studziła zapał ciągłym deszczem.

To było moje trzecie camino i wszystko wskazuje na to, że ostatnie. Poczułem, że formuła się wyczerpała – choć trasa była nowa to jednak nie cieszyła jak dwie poprzednie. Ale to dobrze! To otwiera mi potrzebę szukania innych, podobnych doznań.

Po drodze, w małej mieścinie San Salvador de Palazuelo, uświadomiłem sobie że jestem gotowy do bardzo ważnej decyzji – ale o tym za chwilę.

MDM

Podczas urlopu w Grecji, leżąc nad basenem z pustą głową wymyśliłem sobie nowe zajęcie – pisanie książki. W głębi zawsze chciałem jedną napisać, ale czułem, że mam za mało wartościowych i oryginalnych myśli do przekazania. Patrząc jednak wstecz na moje dotychczasowe doświadczenie dałem sobie wreszcie przyzwolenie na mądrzenie się na piśmie, a nie tylko na szkoleniach i w rozmowach z klientami.

W ten sposób zaczęła się moja przygoda z Mobile dla Managerów. Teraz, po ponad 3 miesiącach od rozpoczęcia, wysłałem pierwszą wersję z 120 stronami maszynopisu do testerów i (jak na razie) mam same pozytywne oceny.

Prawie 400 osób czyta co tydzień newsletter MDM, gdzie publikuję fragmenty książki, żalę się na mój proces kreatywny i raportuję postępy. Książkę planuję wydać w pierwszej połowie 2015 roku. Trzymajcie kciuki aby się udało!

Koty

IMG_0993

Od maja mamy w domu dwójkę nowy lokatorów: Wanilię i Cynamona. Po długich dyskusjach zgodziliśmy się, że wybierzemy sobie dwa kociaki do oddania zamiast płacić za rasowe. I tak oto staliśmy się posiadaczami najbardziej niepodobnego do siebie rodzeństwa jakie można sobie wyobrazić – zarówno fizycznie jak i mentalnie. Cynamon to kot Pauliny – odważny, ciekawski i wygadany. Wanilii bliżej do mnie – jest obserwująca, ostrożna, ale zdecydowana.

Teraz, po ponad pół roku mieszkania z nami nie pamiętam już jak to było żyć bez nich. Musiało być strasznie pusto.

Książki

2014 to rok mojego powrotu do czytania książek. Zawsze to lubiłem, ale format dźwiękowy przemawiał do mnie bardziej – stąd moje uwielbienie do audiobooków i podcastów.

Niemniej przez kilka ostatnich miesięcy każdą wolną chwilę w podróży spędzam z aplikacjami Kindle i iBooks na moim iPadzie i czytam książki zamiast ich słuchać. Moja całkiem pokaźna lista przeczytanych i do przeczytania jest tutaj.

Senfino

 

Screenshot at gru 18 18-24-52

 

Działam już w Senfino 1.5 roku. Własna firma to ciągłe huśtawki i skrajne emocje. Zdarzały się takie dni, że przychodziłem do domu zdołowany nie widząc dalszego sensu i czując, że ładuję energię w coś niemożliwego. Po czym, następnego dnia byłem w trybie podbijania świata, bo wiedziałem ile niemożliwych rzeczy udało nam się stworzyć i przetrwać.

Firma ciągle się rozwija. Dobiliśmy właśnie do 30 osób w zespole, co stanowi dla nas nie lada zaskoczenie. Ja sam poczułem, że to nie tylko wielki milestone firmy, ale i mój osobisty. Zmienia mi się perspektywa na wiele rzeczy, zaczynam rozumieć, co tak naprawdę chcą mi przekazać autorzy w swoich książkach o zarządzaniu.

Współzarządzanie takim zespołem w porównaniu do kilkuosobowego startupu to – jak mówią Amerykanie – a whole new ball game. Podtrzymuje moje wnioski sprzed pół roku – to najlepsza zawodowo decyzja jaką zrobiłem. Mimo braku stabilności, niepewności, przebodźcowaniu, chaosu informacyjnego i stresów o niemal wszystko.

Włochy

Ten rok upłynął nam z Pauliną pod znakiem Włoch. Sami byliśmy zaskoczeni jak wyliczyliśmy, że byliśmy tam aż trzy razy w 2014 roku: Na Walentynki w Rzymie, drugi raz zrobiłem Paulinie niespodziankę i odwiedziłem ją jak była na kursie językowym we Florencji i trzeci raz w listopadzie, zwiedzając Mediolan i jeszcze raz Florencję. Mieliśmy też najszybszą wizytę w Rzymie w historii – trwała 25 minut bo pomyliłem pociągi i zamiast do Mediolanu zapakowaliśmy się do Pendolino w kierunku Palermo… To generalnie był bardzo dziwny urlop.

Aha! Warto też wspomnieć, że jeśli mnie pamięć nie myli to byłem po raz pierwszy na urlopie All Inclusive w Grecji. Takim wiecie – dla prawdziwych turystów.

Zaręczyny

Screenshot at gru 18 18-34-43

Na samym początku pisałem o bardzo ważnej decyzji podczas Camino, a akapit wyżej o niespodziance we Florencji. Obydwie te rzeczy są ze sobą połączone bo podczas mojego ostatniego Camino zrozumiałem, że czas wreszcie wykonać ten ruch.

Po kilku miesiącach planowania zrobiłem to i na Plaza de Santa Croce we Florencji zadałem Paulinie bardzo ważne pytanie. Reszta to już nasza prywatna sprawa:)

Podsumowując

2013 to był rok ważnych decyzji i nowych doznań. Patrząc teraz na to, co spotkało mnie w 2014 widzę, że to już tradycja. W 2015 rok wchodzę bardziej zmęczony niż rok temu, ale z większym doświadczeniem i pewnością, że wiem co robię.

MDM – postępy po 3 miesiącach

Za chwilę mija kwartał odkąd publicznie powiedziałem, że piszę książkę. Wprawdzie dokumentuję postępy w newsletterze co środę, ale warto, aby podsumować efekty także tutaj.

Gdy ogłosiłem rozpoczęcie projektu podczas Internet Beta dostałem mnóstwo pozytywnych słów – chwilę później wysłałem mój pierwszy numer newslettera do 60 osób, a na liczniku miałem 60 stron maszynopisu. Najnowszy, dwunasty numer newslettera poleciał do 355 osób, a ja mam napisane dwa razy więcej tekstu.

 

Screenshot at gru 01 00-06-42

Pisanie idzie mi różnie. Jestem generalnie człowiekiem o słomianym zapale – moje pasje szybko zaczynają mnie nudzić. Jednak przypadku książki co temat, to nowa królicza nora, która pochłania bez reszty – tak miałem ostatnio z płatnościami mobilnymi.

W międzyczasie do wszystkich moich publicznych prezentacji (a trochę się ich ostatnio zebrało od Auli w Warszawie i Olsztynie przez Centrum Przedsiębiorczości Smolna) wrzucałem jeden slajd o zapisach na betatesty książki. Każda taka prezentacja to kilka-kilkanaście nowych osób w bazie.

Dalsze plany

Uważam, że mam napisane około 50% tekstu. Pozostała połowa to uzupełnianie dziur logicznych i rozwijanie skrótów myślowych. Do tego później dojdzie obróbka stylistyczna i redaktorska, korekta, ilustracje i skład.

Choć książka żyje swoim własnym życiem to wizja jest już w pełni ukształtowana i czuję jak przeradza się w realny produkt. To najlepiej widać o spisie treści, który prezentuje Wam poniżej po raz pierwszy:)

Spis treści MDM

Zastrzegam sobie oczywiście prawo, aby dowolnie go modyfikować – ale nie spodziewam się już drastycznych zmian.

Prezenty na gwiazdkę

Planuje prace nad książką tak, aby do czasu świąt przygotować książkę na pierwszy etap testowania. Chcę zrekrutować około 20 osób z grupy moich czytelników i poprosić ich, aby podczas przerwy świątecznej przeczytały to co wypociłem i wyłapywały błędy, nielogiczności i dziury. Co powiecie na taki prezent pod choinkę?:)

Aby dostać się do tej grupy trzeba spełnić 3 warunki:

  • być zapisanym do newslettera (o tutaj lub poniżej),
  • zareagować odpowiednio szybko gdy zacznę szukać testerów,
  • mieć trochę szczęścia:)

Pisanie książki jest dla mnie wyzwaniem, ciągle uczę się czegoś nowego – no i jaram się tym ja dziecko. Na horyzoncie jest jeszcze mnóstwo kwestii do przedyskutowania (jak temat wersji papierowej, wydawcy, materiałów audio-video)… ale na to przyjdzie jeszcze czas.

Jeśli chcesz być na bieżąco to zapraszam do newslettera:


powered by TinyLetter