Antisocial

Jeśli ktoś mówi, że ma więcej niż jednocyfrową liczbę przyjaciół to kłamie. Tak samo ze dziesiątkami znajomych. Człowiek, mimo, że jest istotą społeczną, nie jest w stanie generować więzi ze wszystkimi ciekawymi jednostkami w jego okolicy. Nikt nie ma na to czasu, energii i zaufania.

Internet i mobile dały ludziom możliwość oversharingu: dzielenia się każdym widzialnym, autoocenzurowanym kawałkiem swojego życia w trybie ciągłego streamu, który, właśnie przez swoją nieustanność, deprecjonuje autora.

Ergo, budowanie sieci społecznościowej wokół swojej osoby to mit; im więcej ludzi trafia do takiej sieci, tym jej wartość (oraz każdej jednostki w tej sieci) spada. Stąd też pomysł m.in Path na ograniczenie liczby znajomych do 50 (co i tak jest za dużo jak dla mnie).

Najlepsza sieć społecznościowa to sieć ukryta: jej członkowie wiedzą o jej istnieniu, ale nie mają pojęcia, kto się w niej jeszcze znajduje. W tym układzie relacje zachodzą zawsze między dwoma osobami, bez wtrącania się tła w postaci znajomych znajomych. Komunikacja jest intymna.

Taka sieć nie miałaby jak zarabiać. Nie rozrastałaby się w tempie wykładniczym, nie uzyska skali. Ale może jest potrzebna?

Olejcie blogi, róbcie e-magazyny

W swojej prezentacji na Olcampie w listopadzie (także na RadomIT w grudniu) starałem się lansować zmianę podejścia do magazynów elektronicznych, bo uważam, że ich druga fala (gdzie jest nasz Proseed oraz cała grupa PiSM) wreszcie przebije się przez mur prasy papierowej.

Powoli widać jak cegiełki w tym murze się kruszą. Nawet Newsweek stwierdza to piórem Grzegorza Lindenberga (via Michał Sadowski)

Jaki z tego wniosek?

Nic, tylko wsiąść w ten pociąg i robić magazyny internetowe.