2018

Tak jak rok, dwa, trzycztery i pięć temu piszę podsumowanie ostatnich 12 miesięcy. Zawsze, zanim zaczynam je pisać, czytam te poprzednie, aby wprowadzić się w odpowiedni stan.

Ciekawe jest obserwowanie siebie przez te lata – to jak niektóre rzeczy weryfikują się w czasie (moje plany i ich efekty) i moje postępy  (liczba przeczytanych książek rocznie). To mi pozwala myśleć o sobie dynamicznie, jako niekończące się work in progress. 

Zakresy

Poprzedni rok to praca nad siłą fizyczną. Chodziłem dużo i często na siłownię ćwicząc na własną rękę. Byłem zadowolony z efektów, ale dopiero treningi pod przewodnictwem personalnego trenera pokazały jak dużo jeszcze przede mną – nie w kwestii siły, ale zakresu ruchu i generalnej sprawności.

Weryfikując mój stan fizyczny dochodzę do wniosku, że mimo 33 lat na karku jestem prawdopodobnie w najlepszej formie w moim dorosłym życiu. Biegnij Warszawo w tym roku ukończyłem o 5 minut szybciej niż rok wcześniej, mam większe zakresy ruchu przy podnoszeniu ciężarów w granicach 80-90% maksymalnych gdy skupiałem się tylko na sile.

To bardzo satysfakcjonujące uczucie – pamiętam jak jeszcze dwa lata temu spisywałem siebie na sportowe “straty”.

Oczy i uszy

Mój tegoroczny plan zakładał przeczytanie 24 książek. Skończyłem na 25, co traktuję jak duży sukces. Aż 4 książki z tej grupy to twarde SF (mamy renesans!), 4 o zarządzaniu sobą i innymi, ale reszta to miks psychologii, historii, inwestowania oraz o godzeniu się ze śmiercią. Tutaj pełna lista.

Moja książką roku jest bez dwóch zdań “Elephant in the Brain” (moja recenzja). Wniosek, że mój mózg jest dupkiem będzie za mną chodziło długo…

Skoro już mówimy książkach to warto wspomnieć, że stała się rzecz, na którą czekałem od 3 lat – wygasły prawa do Mobile dla Menedżerów, więc mogłem ją upublicznić za darmo. Zawsze chciałem coś takiego zrobić! 

Jeśli chodzi o konsumpcję innych mediów to straciłem już całkowicie przyjemność w poszukiwaniu nowości i skakaniu z podcastu do podcastu, z artykułu do artykułu. Moją ulubioną audycją w 2018 był podcast “Slow Burn” – bardzo szczegółowa, powolna i dokładna dekonstrukcja afery Watergate, a w drugim sezonie impeachmentu Billa Clintona. Inne jak RFK Tapes i Crimetown to także powolne opowieści o specyficznych wycinkach historii, ale pieczołowicie i szczegółowo odtworzone. To dla mnie przeciwieństwo obecnych mediów, które są szerokie i płytkie. Znacznie większą satysfakcję daje wąskie i głębokie podejście.

Rutyny i systemy

Miałem silne postanowienie, że w tym roku jeszcze mocniej będę ograniczał social media. Tutaj jednak poległem – ten cyfrowy junk food wkradł się znów w moje życie niepostrzeżenie. Wróciłem do korzystania z laptopa i, zamiast od razu zablokować fejsa i okolice, mój gadzi mózg kazał mi spojrzeć tylko na chwilę… i temat mi zaczął wyciekać przez palce aż znów wróciłem do starego systemu w którym dowolna krótka przerwa wiązała się z przejrzeniem SM.

Na komórce walka była ciężka, ale najlepiej zadziałało wylogowanie się z kont połączone z blokadą domen na poziomie VPNa. Raz na jakiś czas jednak coś z fejsa było mi potrzebne (np. menu restauracji), logowałem się i zapomniałem wylogować… i znów wracała stara rutyna.

Nigdy nie miałem skłonności do nałogów, nic nie trzymało mnie wystarczająco mocno… aż do czasów Social Media. Szymon kiedyś porównał SM do papierosów ery Internetu – teraz już wiem dokładnie co miał na myśli.

Postanowiłem do problemu podejść systemowo – zaczynając od w sumie znanego mi już faktu, że moja motywacja i energia są ograniczone – nie jest niczym nadzwyczajnym panować nad swoimi słabostkami, gdy jest się wyspanym i spokojnym. Ale gdy się spieszę, stresuję i jestem głową gdzieś daleko to mózg automatycznie wybiera drogę na skróty.

Więc zamiast z nim walczyć postanowiłem grać pod niego i korzystać z jego słabości: staram się zmieniać moje otoczenie tak, aby pozytywne dla mnie zachowania były łatwiejsze, a te negatywne trudniejsze. Na przykład kupiłem sobie catering który przychodzi do mnie do domu i zabieram do pracy – żeby nie kusiło mnie chodzenie do okolicznych (kosztownych) restauracji lub fastfoodów; To, że mam trenera motywuje mnie, żeby stawiać się na miejsce i na czas – moje lenistwo miałoby konsekwencje nie tylko dla mnie; ustawiłem w telefonie tryb szarości, aby mniej patrzeć na jego ekran. Plus dziesiątki małych systemowych modyfikacji, aby osiągnąć lepsze rutyny.

Inna realizacja z tego roku to myślenie o swoim mózgu jak o narządzie, który przechodzi przez fazy: jest faza “szeroka” – eksploracja, zbieranie danych, rozważanie różnych ścieżek i strategii; jest też druga faza – “wąska” – koncentracja, egzekucja, aktywne ignorowanie szumu. Uczę się świadomie przełączać między nimi.

Nauka i praktyka

Moja mama lubi się mi przypominać, że jak byłem młodszy to zarzekałem się, że nigdy nie zostanę nauczycielem. Tymczasem coraz bliżej mi do tego.  Miałem w tym roku porcję niezwykle satysfakcjonujących wykładów i prezentacji – na UX Poland, na Auli, na SWPSie w Poznaniu i Gdańsku, Collegium Civitas w Warszawie.

Uczenie innych sprawia mi przyjemność, bo słysząc swoje własne wnioski mogę je doszlifowywać – jakaś niedostępna dla mnie część mojego myślenia wtedy się ujawnia i pozwala wyostrzyć argumenty. 

Z drugiej strony miałem dużo nauki, choć nieformalnej. Po stworzeniu finansowej siatki zabezpieczającej (zero kredytów, polisa posagowa, ubezpieczenie rodzinne, fundusz na czarną godzinę i bufor podatkowy) postanowiłem zacząć patrzeć w przyszłość i planować inwestycje w skali 20-30 lat. Po wielu lekturach i dyskusjach z Przemkiem zrozumiałem jaki jest mój profil ryzyka, czym jest IKE, IKZE, ETFy, jaki jest mój horyzont czasowy i jak chcę oszczędzać. Pierwsze ruchy poczynione. Pierwszych efektów spodziewam się za 2-3 lata.

Tabelka dzięki uprzejmości Przemka

Nowa praca

W drugiej połowie roku zmieniłem pracę. Skończyłem mój projekt w iTaxi oddając zupełnie nową wersję aplikacji, dokumentując całość w dłuuuugim wpisie. Sam projekt został wyróżniony w konkursie Dobry Wzór 2018 co, było dla mnie prawdopodobnie najważniejszą nagrodą w dotychczasowej karierze.

Gdy już mój wpis został opublikowany zdałem sobie sprawę, że ten rozdział jest w moim życiu zamknięty. Zbudowałem to, co chciałem, zostaje po mnie dobrze skoordynowany zespół pod świetnym przewodnictwem. Czas ruszać dalej.

Mniej więcej w tym czasie odezwał się do mnie Jarek Królewski z Synerise. Firma już kiedyś mi się obiła o uszy, ale w sumie tak jak wiele innych egzotycznych nazw z branży marketingu internetowego. Jednak to, co zobaczyłem i usłyszałem na naszym pierwszym spotkaniu przestawiło mi coś w głowie. Do tej pory nie wiem czy to co wspólnie robimy idzie bardziej w stronę Star Treka czy Star Wars, ale codziennie  z pierwszego rzędu widzę jak powstaje coś wielkiego.

To dla mnie też pierwsze doświadczenie w pracy z tak dużym, wielowymiarowym, heterogenicznym zespołem, a nawet zespołem zespołów. To lekcja pokory, moment, w którym na własnej skórze czuję z czym wiąże się strukturalne skalowanie organizacji – i z tym związane brak mentalnej przepustowości, żeby wiedzieć i rozumieć wszystkie procesy i zależności. Zdecydowanie poza moją strefą komfortu, ale z ogromnymi ambicjami i potencjałem.

Podróże

Zakynthos

Ten rok był pełen podróży – zawodowych jak i prywatnych, całkiem długim i szaleńczo krótkich. Dwa razy wyjechaliśmy rodzinnie na urlop: uciekliśmy przed końcówką polskiej zimy do Izraela odwiedzając przy okazji lokalną społeczność startupową. W drugiej połowie roku z kolei pojechaliśmy na prawdziwe, ordynarne polskie last minute do Grecji.

To kolejny rok, w którym nie było miesiąca bez wyjazdu. Jednak w tym roku zrobiłem chyba najbardziej szaloną rzecz do tej pory: poleciałem do Silicon Valley na weekend. Okazuje się, że to wcale nie taka najgorsza rzecz: to zbyt krótko, aby zaatakował jet lag a wystarczająco długo aby móc załatwić swoje sprawy. Ja dodatkowo lubię takie podróże: dają mi czas aby przemyśleć prywatne sprawy, napisać kawałek książki czy posprzątać zaległe sprawy z dala od codzienności.

Rodzina

O ile do tej pory dobrze się dogadywaliśmy z Pauliną na poziomie osobistym, tak ten rok pokazał, że potrafimy także zawodowo. Choć nie pracujemy razem, ani nawet w tej samej branży to jednak liczba wspólnych tematów rośnie coraz szybciej. Mimo tego, że jesteśmy już statecznym małżeństwem z dzieckiem to nasz romans intelektualny rozkwita z każdym rokiem.

Tam gdzie ja szukam systemów i zależności, Paulina widzi emocje i sytuacje. To co jest dla mnie błędem statystycznym dla niej jest fascynującą historią. Nauczyliśmy się uczyć od siebie, rozumieć swoje odmienne perspektywy i czerpać z nich niedostępną w inny sposób wiedzę. To nam daje partnerski, długotrwały związek.

Aula Polska #163, najpierw ja na scenie, później moja żona

Bycie tatą w trzecim roku życia Stasia to ciekawa droga. To czas socjalizacji, i budowy pierwszych przedszkolnych znajomości. Nasze dziecko zaczyna budować swój własny świat, do którego przestaję mieć dostęp jeśli mój syn mnie nie wpuści. A ja muszę nauczyć się to respektować. To negatywna strona uczenia samodzielności.

Z drugiej strony to czas mówienia “po co?” i  “dlaczego?”, nieskrywanej ciekawości świata i kreatywności. Uwielbiam te pytania i cieszę się, że mam cierpliwość aby szukać na nie zrozumiałych odpowiedzi. A później widzę, że procesuje te dane i próbuje je dopasować do reszty swoich doświadczeń z czego później powstają niesamowite konstrukcje – jak słomka do picia przymocowana do kombinerek jako jedyna sensowna metoda picia z butelki.

O ile wcześniej Staś z buzi mógł kogoś z nas przypominać, to teraz zdradza swoje podobieństwo w zachowaniu: podłapuje chętnie nasze powiedzonka i małe zachowania. Złapaliśmy się w tym roku kilkukrotnie nam tym, że mówi coś, czego nie powinien – aby chwilę później zorientować się, że my sami tak mówimy do zawsze. Dziecko jak lustro.

Podsumowując

Tegoroczne podróże, spotkania i książki udowadniają mi, że mój sposób interpretacji rzeczywistości to tylko jedna z możliwości – to konstrukt mojego ego, które usilnie stara mi wmówić, że ma monopol na prawdę… niebezpieczna myśl, ale warta odpowiedzialnego eksplorowania.

“Un”, Jumo

Działo się wiele rzeczy, które trzy, cztery lata temu uznałbym za spore osiągnięcia, ale z perspektywy codzienności wydają się takie oczywiste. Następny argument za tym, jak bardzo ego jest nienasycone i umniejsza to, co już mam a powiększa to, co dopiero chcę zdobyć. 

Końcówka tego roku sugeruje mi, że moje otoczenie będzie zamartwiać się  stanem świata – od globalnego ocieplenia, przez niebezpiecznych ludzi z władzą czy podstawy programowej w polskich szkołach. O ile te rzeczy są negatywne to jednak nie mogę się zgodzić z poglądem, że wszystko idzie do kosza i czeka nas marna przyszłość. Jako ludzie mamy taką perwersyjną przyjemność z narzekactwa i kochamy nasze czarnowidztwo – wzmacniane przez media i organizacje, które zyskują na straszeniu.

Tymczasem 2018 to rok to rok tylu wspaniałych rzeczy, o których w ogóle się nie słyszy. Przytłaczająca większość statystyk definiujących jakość i wolność życia na Ziemi się ciągle poprawia. Uratowaliśmy rekordową liczbę gatunków zwierząt przed wyginięciem, dziura ozonowa ciągle maleje i widać już na horyzoncie koniec tego problemu. Mi na to wszystko oczy otworzyła moja druga ulubiona książka tego roku: Factfulness Hansa Roslinga.

Jest znacznie lepiej niż nam wszystkim się wydaje. Taki też był dla mnie 2018 i mam nadzieję, że i taki będzie 2019. Katastrofy zapowiedziane rok temu się nie wydarzyły. Miejmy nadzieję, że zostały odwołane, a nie jedynie przesunięte w czasie. Pożyjemy zobaczymy!

Bycie niepotrzebnym

“Bed of Procrustes” NN Taleb

Jedną z największych wartości jaką można dać organizacji to osiągnięcie stanu w którym przestaje się być dla niej potrzebnym.

Brzmi irracjonalnie, prawda? W końcu firma zatrudnia mnie ponieważ ma problem do rozwiązania. Aby jednak rozwiązanie było trwałe powinno być oparte na systemach a nie ludziach. Ergo: to nie ja jestem rozwiązaniem, bo gdy mnie zabraknie, to zniknie także rozwiązanie.

Jest to dla mnie prawdziwe na trzech poziomach:

Poziom organizacyjny: brak jednostki nie destabilizuje całości. Brak ludzkich „wąskich gardeł” daje bezpieczeństwo strategiczne,

Poziom bezpośredniego otoczenia: otoczenie musi poradzić sobie z brakującą jednostką, a więc ta wcześniej jest zmotywowana do transparentności i dzielenia się wiedzą,

Poziom personalny: jednostka zyskuje satysfakcję ze zbudowania autonomicznej struktury. To w zamian daje poczucie wolności osobistej i przestrzeń do robienia nowych rzeczy,

Rozważmy w tym kontekście alternatywę. Dążenie do bycia niezastąpionym to gromadzenie i pilnowanie kluczowych zasobów organizacji, aby utrwalić swoją pozycję. To świadome i podświadome tworzenie organizacji z wbudowaną kulturową piętą Achillesa w celu zabezpieczenia dobrobytu i ego.

To dla mnie oznacza, że faktyczną miarą wartości pracy jest to, ile z niej zostanie, gdy jej twórca odejdzie.

Czy klient ma zawsze rację?

Popularna fraza-wytrych: “Klient ma zawsze rację”. Ostatnio trafiłem na nią przy narzekaniach na wielkie systemy IT, które wyglądają jakby nigdy nie chciały do końca działać zgodnie z oczekiwaniami.

No i konkluzja (choć w środku wypowiedzi): “Dlaczego X wygrywa? Bo klient ma zawsze rację…” i sugestia, że firma X faktycznie słucha klientów.

Otóż, uwaga – przyznam się Wam do czegoś: uważam, że to nie prawda. Powiem nawet więcej: pogląd, że klient ma zawsze rację jest bardzo niebezpieczny.

Sama fraza wywodzi się z amerykańskich metod prowadzenia biznesu z XIX wieku (dziewiętnastego wieku!) i dotyczyła sposobu interakcji między kupującym a sprzedającym – szczególnie w pierwszych dużych domach handlowych, sieciach sklepów i hoteli (źródło)

Ale tak jak druga poprawka do amerykańskiej konstytucji nie przewidziała, że kiedyś pojawi się broń pół-automatyczna, tak powyższe motto nie przystaje do obecnych czasów.

Po pierwsze:

“Klient ma zawsze rację” odnosi się do interakcji między dwoma osobami – obsługiwanego (klienta) i obsługującego (sprzedającego). Sprawdza się dobrze (także do tej pory), jeśli relacja faktycznie jest personalna, jeden na jeden. Gdy jednak zarządza się usługą lub produktem o znacznej skali to spełnianie zachcianek wszystkich klientów staje się kakofonią sprzecznych opinii. A w przypadku produktów cyfrowych to idzie jeszcze dalej: matematyka często podpowiada, że lepiej jest zyskać nowego klienta niż stracić niezadowolonego. Get over it.

Po drugie:

Poddańcze słuchanie klientów prowadzi do tworzenia produktów-choinek: mnóstwo funkcji, kombinacji, możliwości, które wydawały się fajne, ale gdy doszło do realizacji to nikt lub prawie nikt z nich nie korzysta.

Dlaczego tak się dzieje? Bo użytkownicy mówią co myślą, a nie mówią co robią. Każdy z nich zapytany będzie chciał filtry, sortowanie, podpowiedzi – wszystko co teoretycznie brzmi jakby dawało większą kontrolę i ułatwia działanie w tym jednym konkretnym przypadku. Gdy jednak dochodzi do finalizacji to to, co miało ułatwiać – zaciemniają i komplikują w codziennym używaniu.

Użytkownik bowiem operuje na wysokim poziomie abstrakcji bo nie widzi wewnętrznej złożoności produktu ani zespołu, który nad nim pracuje. Nie ma w tym nic złego, użytkownika nie musi to obchodzić. Problem jest jednak w tym, że taka nieprecyjna opinia z naklejką “klient ma zawsze rację” powoduje tworzenie nieprecyzyjnych rozwiązań przez co ostatecznie tracą wszyscy.

Po trzecie:

Zbyt bezkrytyczne słuchanie klientów jest niebezpieczne biznesowo. Czytelnicy Innovators Dilemma Claytona Christiensena wiedzą o czym mówię: firmy, które pierwsze stają się ofiarą innowacyji, to te, które zbyt mocno uczepiły się opinii klientów przez to tworzą coraz mocniejsze, szybsze, dokładniejsze rozwiązania zamiast szukać nowego podejścia. W tym czasie od spodu zaczyna je podgryzać konkurencja, która jest tylko “good enough”, ale klienci widząc nowe, przełomowe rozwiązanie i bezceremonialnie opuszczają wsłuchujące się w nich firmy. Więcej o tym pisałem tutaj.

19FA7A6F-BA61-44DC-BCBE-6CBE06B4AC1C-3413-0000064868F9D6F6

Co więc z tym zrobić? Jedyne sensowne rozwiązanie to selektywne słuchanie. Balansowanie między intuicją a sygnałami z rynku. Krytyczne obserwowanie obydwu.

Pamiętajcie, że klient nie ma wobec Waszego produktu żadnych obowiązków. To Wy macie obowiązek dbać i o klienta, i o produkt. Odpowiedzialność jest ostatecznie po Waszej stronie, więc nie pozwólcie, aby stery w samolocie przejęli pasażerowie.