Szczegół

Apple znane jest z dbałości o szczegóły – nie tylko przy okazji hardware’u ale także softu. Dzisiaj Paweł Orzech pokazał mi jednak coś, co mnie absolutnie rozbroiło i pokazało jak bardzo i jak głęboko ta firma przesiąknięta jest myśleniem od strony designu (w tym wypadku chodzi o skeuomorphism).

Spójrzcie na ten screen (koniecznie kliknijcie aby zobaczyć powiększenie):

Ok, a teraz spójrzcie na drugi screen:

 

 

Widzicie różnice? Nie sądzę:) To popatrzcie na to:

 

Przycisk suwak inaczej wygląda na jednym i na drugim screenie. Dlaczego? Ponieważ iPhone raz był trochę fizycznie „wychylony” w prawo, a raz w lewo, a przycisk, zgodnie z zasadami skeuomorphismu inaczej odbija światło, bo imituje metalowy polerowany przycisk.

W związku z tym w iOS6 aplikacja do odtwarzania muzyki korzysta z żyroskopu, określa poziom wychylenia i pokazuje inny stan odbicia światła na przycisku.

Mind=blown.

Złoty medal w trollowaniu

W moim osobistym rankingu trollingu złoty medal wygrywa zespół Justin Robert Young i Brian Brushwood. To współprowadzący podcastu NSFW i (mojego ulubionego) The Weird Things, gdzie robili już różne dziwne rzeczy. Jednak ich ostatni numer to najlepszy akt trollowania jaki widziałem – możliwy do osiągnięcia tylko teraz, tylko dzięki technologii i dostępowi do informacji, który mamy.

Zresztą – zobaczcie sami:

Czyli:

1. Poprosili swoich fanów o crowdsourceingowe sklecenie w całość książki, która jest całkowitym stekiem nie trzymających się kupy bzdur, który ma się wstrzelić w styl „50 shades of Gray”

2. Stworzyli fikcyjną postać autorki Patricii Harkins-Bradley (ma nawet konto na Twitterze)

2. Ustawili w iBooks Store super niską cenę $0.99

3. Poprosili swoich followersów i fanów o jednorazowy push w iBooks Store aby wprowadzić książkę do TOP10 najpopularniejszych książek bo wiedzieli, że jeśli to im się uda

4. …

5. PROFIT!

W ten sposób ich książka „Diamond Club” została czwartą najpopularniejszą pozycją w tym zestawieniu, mając ponad 2000 recenzji i średnią ocen 4.5 gwiadki na 5 możliwych (więcej info). Justin i Brian zarobili na niej $20k – zrobią za to wielką imprezę dla swoich fanów i będą rozdawać koszulki z napisem „Jestem autorem Diamond Club i dostałem za to tylko koszulkę”.

W ten sposób dwóch gości ograło system. Nie ma w tej opowieści żadnego wniosku i rad na przyszłość.

No może jeden wniosek. Skoro dwóch postrzelonych gości dla zgrywu potrafi zrobić coś takiego… to co potrafią zorganizowane instytucje?

Dobrzy ludzie

Wiele razy mnie rekrutowano i kilka razy rekrutowałem i na bazie tych doświadczeń mogę wyciągnąć kilka wniosków, które pomagają w znalezieniu odpowiednich współpracowników, czyli tytułowych dobrych* ludzi:

1. List motywacyjny to obciach – zarówno dla kogoś kto rekrutuje, jak i dla kandydatów. Po co zmuszać kogoś do pisania strony a4, której i tak nie przeczytasz? Zamiast tego poproś o krótką odpowiedź na pytanie w tematyce przyszłej pracy. To ma dwa cele: da podstawy do określenia grupy nadającej się do następnego etapu i przefiltruje tych, którzy wszędzie masowo wysyłają takie same aplikacje,

2. CV nie działa – wszyscy naciągają rzeczywistość na swoją korzyść, bo CV nie ma charakteru publicznego, więc presja szczerości jest mniejsza. Zamiast tego proś o linka do profilu na LinkedIn bądź Goldenline. Tam ludzie w większości piszą prawdę, bo wiedzą, że znajomi, współpracownicy i partnerzy biznesowi w każdej chwili mogą to zobaczyć (fun fact: nigdy mnie nie zatrudniono dzięki CV, zawsze był to formalny dodatek),

3. Serwisy rekrutacyjne generują za dużo szumu. Możliwość założenia profilu i masowej odpowiedzi na wszystkie możliwe ogłoszenia jest zbawieniem dla kandydatów (którzy myślą, w sumie słusznie, że im więcej aplikacji złożą, tym mają statystycznie większe szanse na pracę), ale udręką dla rekruterów walczących z setkami ogłoszeń nie pasujących do profilu poszukiwanej osoby (tak mieliśmy np. w Proseedzie szukając redaktorów),

4. Rekomendacje znajomych działają. Znajomi nie polecają byle kogo, bo biorą po trosze odpowiedzialność za polecaną osobę. Do tego to fajne uczucie, gdy można być linkiem między świetnym pracownikem i świetnym pracodawcą,

5. Sztampowe ogłoszenia rekrutacyjne generują sztampowe aplikacje, a więc też sztampowych kandydatów. W sam dla kogoś, kto ma machać łopatą cały dzień, ale nie dla pracownika umysłowego. Wiedz, że gdy piszesz w ogłoszeniu iż „oferujesz pracę w dynamicznym zespole” to kandydat już wie, że jesteś nudnym pracodawcą,

6. Zamiast wskazywać obowiązki pokazuj, jak będzie wyglądał dzień/tydzień pracy. To o wiele praktyczniej wyjaśnia czym realnie będzie zajmował się kandydat (pokazuje też lepiej czego się nauczy),

7. Ogłoszenie rekrutacyjne to najlepsza reklama dla pracodawcy. Pokazuje w ten sposób, że firma się rozwija nie tylko wirtualnie, w notkach prasowych, ale także realnie, bo brakuje jej rąk do pracy. To dobry sygnał rynkowy,

ps. LoveMobile rekrutuje i szuka dobrych ludzi!

*Zostawię Wam interpretację słowa „dobry”. Są różne wymagania – w moim przypadku chodzi o ludzi kreatywnych, zawziętych i lubiących to, co tworzą.