Może trochę

Bardzo ciężko jest komunikować się prosto, jasno i konkretnie. Podczas naszego wychowania i edukacji oznaką elokwencji było stosowanie coraz bardziej skomplikowanych słów i coraz bardziej złożonych zdań. Z czasem jednak wszyscy zauważają, że za tymi słowami nic nie stoi – to przerost formy nad treścią. Ale za to są świetnym narzędziem do przykrycia braku kompetencji bądź własne zdania. Ja uwielbiałem słowo “ambiwalentny” – ile ono mieści w sobie nieoznaczenia!

Za chwilę, może, trochę, kilka, chyba, niedługo – Za tymi słowami łatwo można się ukryć, gdy ktoś wymaga odpowiedzi na trudne pytanie, a jedyne co mamy w zanadrzu to “nie wiem”. Ale przecież powiedzieć “nie wiem” to przegrać w biznesowym świecie (polecam świetny odcinek podcastu Freakonomics na ten temat) więc w każdy możliwy sposób szukamy sposobu aby odpowiedzieć nie odpowiadając.

Mówienie i pisanie w taki sposób to brak zaangażowania i mentalne lenistwo. Pisząc “trochę” nie musisz myśleć ile dokładnie, “niedługo”- wskazywać konkretnej daty. Przerzucasz odpowiedzialność na osobę po drugiej stronie komunikatu. Ten ktoś nie siedzi Ci w głowie, więc buduje swoją własną interpretację może prowadzić do nieporozumienia.

Dla mnie to słowa-chwasty. Próbuję je eliminować kiedy tylko mogę.

Takie oskalpowanie języka powoduje, że komunikacja staje się konkretniejsza, ale jednocześnie agresywniejsza. Te obłe słowa mają swoją dobrą stronę: zmiękczają język dając stronom poczucie swobody interpretacji, ale zachowajmy je do komunikacji prywatnej. Tam gdzie mowa o pieniądzach – mówmy konkretami.

 

Pixel perfect copy

zdjęcie
Jak widać, nawet Google ze swoimi wysokimi standardami produkcji aplikacji na iOS potrafi zapomnieć o dobrym testingu. Wskazany button jest nieklikalny. Pomijam już tutaj kwestię błędnęgo wykorzystania słowa “Czcionki” (powinno być “Fonty”)

Pamiętaj, że gdy tworzysz aplikację z więcej niż jedną wersją językową musisz sprawdzać jak rozkładają się w interfejsie komunikaty w innych językach. Jest to szczególnie istotne gdy w grę wchodzą lokalizację np. z angielskiego na języki słowiańskie gdzie znaczne różnice w długości wyrazów określających te same operacje potrafią zepsuć grid aplikacji. Nawet Google potknął się o ten problem przy Google Drive (iOS).

Spotify rozwiązał to masowo wstawiając “…” tam gdzie nie da się zmieścić całego komunikatu. Ja jednak zastanawiam się co stało na przeszkodzie aby pozostawić tylko samą ikonę losowego odtwarzania, która od czasów iTunesa (i iPoda Shuffle) istnieje w świadomości użytkowników. Zamiast tego mamy chaos i brak wizualnej równowagi.

Rekomendacja: Sposobem na przynajmniej częściowe rozwiązanie problemu jest jak najgęstsze stosowanie neutralnych językowo ikon. Dodatkowym atutem dobrze zrobionej ikonografii jest także to, że dzieci, które jeszcze nie potrafią czytać i pisać, rozpoznają co przedstawiają przyciski w aplikacjach.

spoti2