Otwieram Mobile dla Menedżerów + akcja na Święta

Minęły 3 lata odkąd na polskim rynku pojawiła się moja książka: Mobile dla Menedżerów. A to oznacza, że wyczerpała się licencja wydawnictwa, a ja mogę wziąć całą treść MDM i ją otworzyć dla wszystkich chętnych.

A więc oto jest: Mobile dla Menedżerów w wersji online i PDF.

To mój prezent dla Was na Święta:)

To jednak nie wszystko. Wykupiłem od wydawnictwa ostanie 175 sztuk papierowej edycji MDM. Nie chcę z nich już czerpać korzyści finansowych, ale mam poczucie, że mogę z nimi jeszcze zrobić coś dobrego.

W związku z tym każda chętna/chętny który wpłaci na swoją ulubioną organizację charytatywną równowartość ceny sklepowej jednego egzemplarza (ok. 25zł, ale zachęcam na wyższe kwoty!) i wyśle mi na maila mmzaremba@gmail.com potwierdzenie przelewu otrzyma ode mnie kopię z dedykacją. Do odbioru personalnie w Warszawie :)

Jeszcze ciepłe :)

Można kupić jedną sztukę dla siebie, można kupić kilka sztuk pod choinkę dla branżowych znajomych, można kupić kilkanaście do swojej firmy – jak kto woli, ważne tylko żeby wesprzeć ważną sprawę.

Pomożecie?

Zaprojektowałem sobie zegarek

Jednym z moich marzeń jest zrobienie własnego naręcznego zegarka. Jest coś, co mnie niezwykle przyciąga do tych małych cudów techniki zamkniętych w szczerej i eleganckiej formie. Lubie je podziwiać, lubie myśleć, że kiedyś uda mi się zrobić swój własny.

Trzy lata temu poraz pierwszy napisałem o tej fascynacji i właśnie wtedy zacząłem fantazjować o tym, jak by wyglądała moja własna konstrukcja. Jaki byłby mój idealny zegarek?

Te lata po kolei dawały mi odpowiedzi. Pierwsza przyszła decyzja o tym, że chcę mieć zegarek, który jest minimalistyczny. Miałem krótką przygodę z wielkimi i krzykliwymi Luminoxami i wiem, że to nie dla mnie. Następnie poczułem jak dużą przyjemność daje solidna metalowa koperta gdy nosiłem Orienta Blue Mako. Wraz z moim zagłębianiem się w grafikę użytkową i UX trafiłem na Bauhaus i pełne minimalistycznej gracji zegarki Junkersa. Obecnie nie mogę się nacieszyć G.Gerlach z serii Batory.

Czułem, że da się te doświadczenia wykorzystac i połączyć w całość. Wtedy, przez zupełny przypadek natrafiłem na egzotyczną kolekcję zegarków 24 godzinnych, z tylko jedną wskazówką. Stwierdziłem, że to jest własnie to czego szukam, jasny sygnał, że mój zegarek nie jest do nerwowego odliczania ostatnich minut przed spotkaniem, ale do cieszenia się dobrze spędzonymi godzinami.

Czy da się zrobić zegarek, który jeszcze mocniej wpisze się w dobre, świadome spędzanie dnia? Zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego tarcze, werki (mechanizmy) i koperty zawsze są zorientowane w ten sam sposób. Dlaczego niby 12/24 jest na górze? Ponieważ 12:00 to południe, najwyższy punkt słońca na niebie – to rozumiem. Ale jeśli zegarek jest 24 godzinny to powinien wyświetlać wszystkie 24 godziny… Zabrałem się do szkicowania i wyszło mi takie coś:

Przy takim układzie najbardziej po lewej stronie jest godzina 6:00 a najbardziej po prawej 18:00. To, dla większości ludzi także istotne graniczne godziny: Moment pobudki i zakończenia dnia pracy; wschodu i zachodu słońca – symbolicznych granic między czasem wysiłku (górna część tarczy) i czasem odpoczynku (dolna część tarczy).

Jeśli zafiksujemy 12 na samej górze to znaczy, że północ może zająć swoje prawowite miejsce na samym dole. Tuż pod datownikiem, który wraz z końcem północy markuje następny dzień.

Korzystając ze wcześniejszych doświadczeń z Luminoksem, Orientem i fascynacją Bauhausem oraz wsparciu graficzki Kasi Daniłko powstał mój wymarzony model:

Metalowa koperta, skórzany klasyczny pasek. Szczotkowana tarcza z minimalną liczbą elementów. Polski font „Lato”. I jeszcze jedną rzecz: ruchomy pierścień z zaznaczeniem istotnej godziny. Tylko jednej, bo mało jest faktycznie istotnych rzeczy w ciągu dnia.

Co teraz?

Nie wiem. Jest prawdopodobnie 100 różnych powodów dlaczego nie da się tego zrobić: brak odpowiedniego werku, materiałów, procesu, skali produkcji, chętnych producentów… Chciałbym ten projekt jednak doprowadzić do szczęśliwego końca. Jeśli więc ktoś z Was to czytających widzi sens w tej idei i wie jak popchnąć to do przodu niech da znać tutaj. Lub niech przekaże ludziom, którzy mogą mi z tym pomóc. Z góry dzięki!

Na wszelki wypadek

Powrót z rodzinnego urlopu. Mamy samolot o 7:30, więc musimy odpowiednio wcześniej wstać, aby spakować rzeczy, dojechać do lotniska i wsiąść do samolotu.

To zawsze jest dla mnie stresująca sytuacja. Jakoś naturalnie biorę na siebie odpowiedzialność za plany związane z koordynacją tego, kto gdzie i kiedy powinien być. Buduję przy tym możliwe scenariusze: zapomniane dokumenty, zepsuty samochód, opóźnienie samolotu i inne katastrofy. Tworzę w głowie ścieżki krytyczne i wąskie gardła i metody, aby temu zaradzić. Szkicuję plan organizacyjny i wysyłam wszystkim, aby wiedzieli co ich czeka. Once product owner, always product owner.

Efekt jest taki, że w dniu wyjazdu jestem dla wszystkich bardzo trudny do życia, stresuję się i wszystkich pogadaniam, ale jedną cechą to równoważę – moje plany działają. Dostarczam grupę delikwentów (łącznie z sobą) w wyznaczone miejsce w wyznaczonym czasie, niezależnie od okoliczności.

Mój sposób jest prosty, nie wymaga niesamowitych umiejętności ani predyspozycji: to buforowanie. Bufor to dodatkowy niewykorzystany zasób. I choć brzmi to banalnie, to jest wręcz niesamowite jak dużo problemów buforowanie potrafi rozwiązać.

Bufory działają wszędzie: w finansach (rzeczy kosztują więcej niż wskazuje na to rachunek), w organizacjach (potrzeba więcej, żeby osiągnąć cel), w planowaniu czasu (podróże trwają dłużej niż pokazuje bilet), w rozwoju personalnym (mniejsze wymagania wobec swoich umiejętności dają lepsze efekty). Jedynym wyjątkiem jest życie emocjonalne. Nie polecam buforowania relacji z partnerami – to niemoralne. (A może moralność to bufor na relacje międzyludzkie? Muszę się nad tym zastanowić).

Kluczowe w tym wszystkim jest buforowanie własnego czasu. I ciekawe rzeczy się dzieją, gdy zaczyna się to robić.

Żyjemy w środowisku, które premiuje optymalizację czasu: szybszy dojazd do pracy jest lepszy, większa produktywność jest lepsza, szybkie przeczytanie książki jest lepsze niż wolne przeczytanie książki. Optymalizacja czasu to po prostu przedłużenie ekonomicznego myślenia: jak uzyskać jak najwięcej jak najmniejszymi środkami. Problem polega na tym, że gdyby ekonomiści mogli zoptymalizować ludzkie ciało, to mielibyśmy tylko jedno płuco i jedną nerkę (bo przecież Te wystarczają do nominalnego funkcjonowania)*

Z tej perspektywy buforowanie, czyli intencjonalnie zwiększanie zasobów potrzebnych do osiągnięcia tego samego celu, to działanie wbrew ekonomicznemu rozsądkowi, anty-optymalizacja. To wałęsanie się bez celu jak flaner zamiast skorzystanie ze zorganizowanej wycieczki all-inclusive.

FF7E4F7E-DC1D-46D9-8744-F4F28BE094C9

Myśląc ogólniej, bufor jako narzędzie zarządcze ma swoje głębokie, filozoficzne znaczenie.

W całym wachlarzu narzędzi jakimi dysponujemy mamy bowiem takie, którym można ujarzmić nieprzewidywalną przyszłość. Statystyka i rachunek prawdopodobieństwa może nam powiedzieć jaka jest szansa, że coś może się wydarzyć.

Buforowanie daje sposób na ochronę wobec tych negatywnych wydarzeń – niezależnie od tego jak duże mają prawdopodobieństwo wystąpienia. Jest metodą planowania na wszelki wypadek, przewidywania konsekwencji nieprzewidywalnych wydarzeń.  Let it sink for a moment.

I choć często nam się zdarza, że jesteśmy na lotnisku dużo za wcześnie przez co potrafię się nasłuchać zgryźliwych komentarzy to jednak wiem, że nigdy nie będę w tej milczącej grupie ludzi, którzy spóźnili się na samolot, bo nie mieli wystarczająco dużo czasu, aby wrócić się po paszport, więc spóźnili się na autobus, więc uciekł im pociąg, a w konsekwencji zamknęli im gejty przed nosem.


* Idea zaczerpnięta z książek NN Taleba, który pasjami nienawidzi ekonomistów za ich poczucie nieomylności.