Może trochę

Bardzo ciężko jest komunikować się prosto, jasno i konkretnie. Podczas naszego wychowania i edukacji oznaką elokwencji było stosowanie coraz bardziej skomplikowanych słów i coraz bardziej złożonych zdań. Z czasem jednak wszyscy zauważają, że za tymi słowami nic nie stoi – to przerost formy nad treścią. Ale za to są świetnym narzędziem do przykrycia braku kompetencji bądź własne zdania. Ja uwielbiałem słowo „ambiwalentny” – ile ono mieści w sobie nieoznaczenia!

Za chwilę, może, trochę, kilka, chyba, niedługo – Za tymi słowami łatwo można się ukryć, gdy ktoś wymaga odpowiedzi na trudne pytanie, a jedyne co mamy w zanadrzu to „nie wiem”. Ale przecież powiedzieć „nie wiem” to przegrać w biznesowym świecie (polecam świetny odcinek podcastu Freakonomics na ten temat) więc w każdy możliwy sposób szukamy sposobu aby odpowiedzieć nie odpowiadając.

Mówienie i pisanie w taki sposób to brak zaangażowania i mentalne lenistwo. Pisząc „trochę” nie musisz myśleć ile dokładnie, „niedługo”- wskazywać konkretnej daty. Przerzucasz odpowiedzialność na osobę po drugiej stronie komunikatu. Ten ktoś nie siedzi Ci w głowie, więc buduje swoją własną interpretację może prowadzić do nieporozumienia.

Dla mnie to słowa-chwasty. Próbuję je eliminować kiedy tylko mogę.

Takie oskalpowanie języka powoduje, że komunikacja staje się konkretniejsza, ale jednocześnie agresywniejsza. Te obłe słowa mają swoją dobrą stronę: zmiękczają język dając stronom poczucie swobody interpretacji, ale zachowajmy je do komunikacji prywatnej. Tam gdzie mowa o pieniądzach – mówmy konkretami.