Długie ogony

Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o długim ogonie jako czymś jednoznacznie pozytywnym.

Długi ogon daje nadzieje na znalezienie sobie niszy, która jest zbyt mała dla wielkich danego rynku, aby była interesująca, ale wystarczająco duża, aby zwalidować nową ideę biznesową bez realnej konkrencji. Mikrodziałalności mogą nawet nigdy z takiej niszy nie wyjść i ciągle satysfakcjonująco funkcjonować dzięki katalizującej roli Internetu i postępującemu minimalizowaniu kosztów marginalnych.


Długie ogony mają jednak swoją drugą stronę. Takiemu rozkładowi ulegają także elementy, których (technologiczna) obsługa może być nieproporcjonalnie kosztowna. Obsługa niezwykle rzadkiej kombinacji systemu operacyjnego i przeglądarki w najlepszym przypadku wymaga podobnego nakładu czasu co najpopularniejszej kombinacji, ale nie będzie generować podobnej liczby zamówień. W gorszych przypadkach problemy z replikacją błędów, przestarzałą technologią i dziurawą dokumentacją spowobują niepotrzebne marnotrawienie budżetu w imię pogoni za perfekcyjnym, „bug-free” produktem, który zadowoli 100% użytkowników. 

Z mojego doświadczenia wynika, że lepiej jest okresowo odcinać 20% „złego” ogona użytkowników i tak zaoszczędzone środki przeznaczyć na bardziej perspektywiczne działania. Wspomniane 20% użytkowników w większości nawet nie zauważy, że coś się zmieniło – ich przywiązanie do naszego produktu i tak jest iluzoryczne.

Z tej perspektywy arbitraż między „dobrymi” (koncentracja) i „złymi” (obcinanie) długimi ogonami wydaje się być dobrym sposobem na minimalizację długu technologicznego w organizacji.

Niedziela, 14:42

Niedziela, 14:42.

Marcin G. zajmujący się w PizzaPortal social media wysłał maila o niespotykanie dużej liczbie komentarzy na Facebooku o zamkniętych w środku dnia restauracjach w PizzaPortal.pl na terenie Rumii, Białegostoku i Gdyni. Przeczytałem to szybko, sprawdziłem, że na moim iPhonie wszystko ok, na wszelki wypadek sprawdziłem także mobile web – nie widać nic podejrzanego. 

Na szybko w głowie znalazłem kilka powodów takiej sytuacji: chwilowa przerwa z dostępem do prądu w restauracjach, statusy ich dostępności nie odświeżyły się na czas jak w innych kanałach. Subiektywne połączenie kilku odseparowanych przypadków… Jednym słowem – wysokie prawdopodobieństwo fałszywego alarmu.

Chwilę później dostajemy wiadomość, że „Gdańsk także padł”. O 14:58 pisze do mnie Adam, nasz product owner, że sprawa zaczyna wyglądać poważnie. Minutę później zaczynamy rozmawiać przez telefon, w tym czasie zdążyłem już rozłożyć moje mobilne biuro w kawiarni na Saskiej Kępie obok której przechodziłem z moją Pauliną (widząc co się dzieje Paulina poprosiła o menu).

Podczas rozmowy sprawdziłem statystyki: zamówień wykonanych na Androidzie są trzykrotnie mniej niż powinno być w stosunku do analogicznych niedziel o tej samej porze, ale nie zauważyłem żadnych problemów z innymi platformami. Adam będąc ciągle na linii potwierdza, że aplikacja PP na Androidzie w każdym sprawdzanym mieście pokazuje wszystkie restauracje jako zamknięte. Czyli to już nie tylko Trójmiasto i Białystok…

Zaczynam w głowie wyliczać potencjalne hipotezy. Z nich ta,  że problem jest ograniczony tylko do Androida zaczyna mieć największy sens. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobra jest taka, że tylko jeden kanał jest odcięty a zła, że to nie jest tymczasowa usterka całego backendu a systematyczny błąd.

Gdyby problem pojawił się na więcej niż jedna platformie to nasze poszukiwania skierowałyby się w stronę API, ale wszystko wskazywało na problem z samą aplikacją. Poprosiłem Adama, aby odczekał jeszcze 10 minut i jeśli nic się nie poprawi to żeby napisał wiadomość na specjalną skrzynkę Emergency do naszego działu IT Ops – chciałem dać ostatnią szansę przypadkowi. Kiedy my będziemy sprawdzać hipotezę z aplikacją, IT Ops zajmie się tematem API.

15:23. Informuję na kanale na Slacku nasz zespół w Senfino o problemie. Dawid (proxy product owner) z Marcinem L. (Android Dev) zaczynają analizować sytuację.

15:33. Wysyłam na grupę mailową managementu PP trzyakapitowe streszczenie sytuacji.

15:37. Przychodzi zamówiona przez Paulinę sałatka.

15:40. Dzwoni Tomek (CEO Senfino) i zestawia trójstronne połączenie z Dawidem (proxy product owner po stronie Senfino). Mamy dwie kwestie do przedyskutowania: skąd wziął się problem oraz, ważniejsze w tym momencie, jak możemy ograniczyć szkody.

Okazuje się, że błąd leżał w sposobie parsowania godzin otwarcia restauracji. Informacje o niedzieli podawane w API zostały źle zinterpretowane przez klienta (aplikację na Androidy). W poniedziałek sześć dni wcześniej wrzuciliśmy do Google Play wersję z ogromną dawką refactoringu kodu, w którym godziny otwarcia była jedynie małym fragmentem poprawek.

Ten błąd był na tyle paskudny, że jedynie dawał znać o sobie w niedzielę, więc nasze standardowe QA działające od poniedziałku do piątku nie miało jak go wykryć. W każdym razie błąd został znaleziony. Teraz tylko musimy szybko go naprawić, aby ograniczyć problemy.

Rozważaliśmy powrót do poprzedniej, działającej wersji, ale robiąc tak stracimy mnóstwo wartościowych poprawek, a także nasz nowy system wysyłania wiadomości do użytkowników wewnątrz aplikacji. Inną opcją było jak najszybsze wdrożenie poprawki i wgranie niej do Google Play. Obydwie z tych możliwości nie były dobre z prostego powodu: użytkownicy Androida bardzo wolno przechodzą na nową wersję software’u – większość z nich zauważyłaby aktualizację dopiero w przyszłym tygodniu, a my musimy zrobić coś teraz.

Zbliżał się wieczór, początek zwiększającego się ruchu w naszym serwisie.

Ostatecznie Tomek z Dawidem wpadają na pomysł, aby wykorzystać właśnie wdrożony system do komunikacji z użytkownikami, aby przekierować ruch z aplikacji na stronę mobilną. Każdy, kto otworzy aplikację zobaczy pełnoekranową informację, że aplikacja ma dzisiaj gorszy dzień i zapraszamy pod adres mobile.pizzaportal.pl aby wykonać zamówienie. Takie rozwiązanie nie będzie wymagało aktualizacji aplikacji, a jedynie stworzenia specjalnej kampanii reklamowej.

System komunikacji to jednak kawałek królestwa Ewy, nasze szefowej marketingu. Najpierw chcę uzyskać od niej zgodę na skorzystanie z tej metody (która może być inwazyjna dla niczego nie spodziewającego się użytkownika).
15:47. Ewa nie odbiera telefonu.

15:49. Dzwonię do Lecha, CEO PizzaPortal.pl. Tłumaczę sytuację, mówię, że nie możemy czekać. Lech daje zielone światło na akcję.

15:56. Informuję zaintresowane strony, że idziemy z planem wysłania wiadomości do użytkowników. Dawid zaczyna konfigurować komunikat – nabrał w tym wprawy przy implementacji i testowaniu systemu.

16:08. Ewa oddzwania. Tłumaczę sytuację do tego miejsca, nie może osobiście pomóc bo właśnie jedzie samochodem. Kontaktuje Dawida z Alicją z marketingu, która jest w domu przed komputerem i sprawdzi ze swojej strony poprawność konfiguracji wysyłki.

16:10. Czas posprzątać bałagan i powiązać ostatnie sznurki. Management PP dostaje aktualizację z naszym proponowanym rozwiązaniem. Customer Care i Social Media także. Kończymy z Pauliną sałatkę.

16:36. Dawid wysyła testową wiadomość. Zdzwaniamy się po raz jeszcze raz, aby poprawić ostatnie rzeczy. Spacerujemy już z Pauliną przez Saską Kępę do domu.

16:57. Nasze rozwiązanie jest aktywne. Rozmawiamy na Slacku o tym, że koniecznie musimy uodpornić nasze QA na ten przypadek – będziemy o tym dyskutować w poniedziałek na naszym product planningu.

Dotarliśmy pod nasze mieszkanie. Zasłużyliśmy na herbatę.

Straty tego dnia z braku zamówień na Androidzie bolą – nasza niedziela była całościowo gorsza o około 5% od standardowej. Widać to dobrze na wykresie zamówień poniżej – spadek niebieskiej linii 6.03 to właśnie omawiany przypadek. Nie ma jednak powodu, aby obwiniać kogoś (czy też siebie) za błąd popełniony po raz pierwszy tak jak w tym przypadku. Z czystej statystyki wynika, że przy tak wielowymiarowym produkcie to po prostu musi się zdarzyć. Ważne jest jednak jak się na nie reaguje.

  
Sytuacje takie jak ta mają swoją dynamikę podyktowaną emocjami. Wszyscy szukają klucza do zrozumienia co tak naprawdę się stało – i muszą to zrobić szybko, bo każda minuta to niezrealizowane zamówienia, a więc utracone pieniądze. Łatwo więc wpada się w paranoje i podważa swoje umiejętności, a emocje i stres potrafią doprowadzić do niepotrzebnej paniki. Dokładnie wtedy, gdy ważna jest koncentracja i jasne myślenie.

Ps. Ten wpis publikuję już po wdrożeniu poprawki i sprawdzeniu, że następnej niedzieli było już wszystko w najlepszym porządku:)

2015

Zgodnie z tradycją czas podsumować ostatni rok – w ten sam sposób jak zrobiłem to z 2014 i 2013. Ostatnie dwanaście miesięcy to, raz jeszcze, czas zmian – tych, na które zbierało się już od dawna i tych, które nadejdą w zbliżającym się roku.

Czytając moje podsumowania z poprzednich lat zauważyłem jak wtedy podejmowane decyzje mają wpływ na obecną sytuację – jaki robię progres w myśleniu i robieniu. Jak do pewnych rzeczy trzeba dojrzewać latami a inne, pierwotnie nierealne, są możliwe dopiero po długich przygotowaniach.

Gdy patrzę na swój pojedynczy dzień czy nawet miesiąc to wydają się zamkniętymi, statycznymi całościami. Jednak z perspektywy kilku lat widać, jak wszystko jest płynne, zmienia się i ewoluuje. W związku z tym drzwi, które wydają się zamknięte w 2013 teraz są otwarte, a idee wtedy oczywiste stają się anachronizmem.

Poglądy

Ten rok to pewna moja osobista zmiana poglądowa – z rynkowego libertarianina-merytokraty na bardziej lewicowe, choć ciężkie do nazwania. Ogólnie można to nazwać intelektualnym i emocjonalnym dorastaniem.

W pewnym momencie dotknęło mnie osobiście uczucie, że to nie jest tak, że każdy dochodzi tam gdzie jest tylko dzięki własnej pracy (choć to mi zawsze mówiło moje młodzieńcze superbohaterstwo), ale jest możliwe także dzięki sumie starań wszystkich dookoła. Pamiętam, że siedząc na ławce w Pier 41 w San Francisco, próbowałem wypisać wszystkich bliskich mi ludzi, którzy w pośredni i bezpośredni sposób pomogli mi w wyjeździe do SF. To była całkiem długa lista, choć ja jak na egoistę przystało widziałem tylko to, co dla mnie wygodne i myślę, że moje decyzje należą tylko do mnie. Uznałem to za ogromną niesprawiedliwość, wynikającą głównie ze światopoglądu, który świadomie wyznawałem przez ostatnie lata.

Z kolei na poziomie makro ferment rozpoczął się od wpisu jeszcze z 2014 roku pt. „Bomba socjalna„. Czysto racjonalnie nie widzę możliwości, aby liberalny kapitalizm pozwoliłby nam jako globalnemu społeczeństwu przetrwać zawrotnie szybki wzrost automatyzacji i sztucznej inteligencji jaki nas niedługo czeka.

To mnie pcha w stronę centrum lub nawet lewicy – w kierunku większej empatii wobec ludzi i zauważania innych niż tylko finansowe aspekty rozwoju ludzi.

Więcej książek

2015 to rok czytania i słuchania książek. Moją nową ulubioną siecią społecznościową stał się Goodreads – to, co czytają znajomi interesuje mnie bardziej to, co piszą na fejsie czy wrzucają na instagramie.

Z planowanych 10 książek na rok udało mi się już przeczytać 14 (tutaj lista). Wyzwanie na 2016 to 20. Czytam bardzo wolno bo lubię sprawdzać wszystkie przypisy i obrócać wszystkie idee w głowie zanim przejdę do następnej strony. Przez co czytanie fascynującej „Sapiens” zajęło mi ponad 3 miesiące.

O ile w zeszłym roku słuchałem dużo audiobooków tak teraz coraz częściej wracam do papierowych wydań. Skorzystałem z rady Szymona, który zauważył, że czytanie na papierze dobrze „odszumia” mózg i ułatwia zasypianie (w przeciwieństwie od elektroniki). Papier ułatwia skupienie bo nie jest interaktywny.

Medytacja

W pewien wyjątkowo stresujący i chaotyczny dzień pracy w 2014 roku wyszedłem szturmem z firmy, aby się przejść i oczyścić głowę. Chodząc tak wokół warszawskich osiedli zacząłem sprawdzać czy są może na smartfony aplikacje, które mogą pomóc mi się uspokoić. W ten sposób trafiłem na Headspace, które zaczęło mnie powoli wprowadzać w świat medytacji i (tfu!) mindfulness.

Tak, mnie też odrzucał ten cały newage’owy posmak, ale jeśli oddzieli się miękkie sekciarskie mumbo-jumbo od faktycznych technik obserwacji własnych myśli to otrzymuje się narzędzie, które dało mi większą kontrolę nad emocjami i zmniejszyło stres. Okazało się w międzyczasie, że to nie tylko moje anegdotyczne doświadczenia, ale efekty potwierdzone naukowo.

U mnie działa – niezależnie czy medytuję codziennie (trochę ciężkie logistycznie) czy raz na miesiąc.

Zegarmistrz

FullSizeRender

Rok temu na gwiazdkę otrzymałem prezent w postaci lekcji u prawdziwego zegarmistrza. Tak mi się spodobało, że teraz 1-2 razy w miesiącu jeżdżę do mojej rodzinnej miejscowości, aby sobotnie poranki spędzać na rozkładaniu i składaniu najróżniejszych mechanizmów.

Jest coś pięknego w dobrze działającym mechanizmie. Nauka horologii to dla mnie sposób na wyciszenie głowy, ale też uczestnictwo w budowaniu i naprawianiu małych dzieł sztuki. Moje myślenie o zegarmistrzostwie opisywałem już wcześniej.

PizzaPortal

W połowie roku zmieniłem pracę. Z członka zarządu odpowiedzialnego za business development w Senfino zamieniłem się na head of product w PizzaPortal. Ta zmiana pozwoliła mi się w pełni skupić na rozwoju jednego produktu – coś co zawsze chciałem robić.

To jednak niosło za sobą spory narzut emocjonalny – zespół Senfino traktowałem jako moich najbliższych znajomych, a firmę jako coś, co budowałem niemal od początku. Wciąż ze sobą pracujemy (teraz jestem klientem swojej byłem firmy), ale nostalgia zostaje.

Tymczasem PizzaPortal to moja nowa ambicja – jest co robić kierując rozwojem produktów u największego dostawcy jedzenia w Polsce (i części DeliveryHero – największego gracza na światowym rynku). Wyzwań jest mnóstwo, w skali ciężkiej do wyobrażenia sobie w innych polskich startupach.

MDM

IMG_2835

W maju tego roku miała premierę moja książka – Mobile dla Menedżerów. To był kawał ciężkiej pracy. Jestem dumny z efektów, ale 9 miesięcy pracy po godzinach i weekendach spowodowały, że przez następne pół roku nie miałem ochoty napisać nic dłuższego niż notkę na bloga.

Idea napisania książki zrodziła się podczas urlopu, frustracji jakością właśnie przeczytanego artykułu branżowego i mojej potrzeby robienia czegokolwiek jak leżałem plackiem przy basenie. Zacząłem więc spisywać tematy na blogowe wpisy, które same ułożyły się całkiem sensowny spis treści.

Mam zazwyczaj słomiany zapał więc byłem poważnie zaskoczony moją motywacją i systematycznością. Możliwe, że po prostu ten temat jest dla mnie osobiście ważny i pisałem ją z własnego doświadczenia. To nie jest tak, że ja chciałem napisać książkę i szukałem sobie tematu. Po prostu musiałem znaleźć temat, który był dla mnie osobiście wart poświęcenia wolnego czasu.

W sumie sprzedało przez pół roku od premiery około 600 sztuk papierowych, 100 sztuk ebooka plus 800 sztuk w ramach pakietu w Bookrage. Dużo, mało? Ciężko mi określić. Nie pisałem jej żeby zarobić (ledwo co dotarłem do prowizji, która pokrywa moją zaliczkę:). Ale osobista satysfakcja jest wielka. Wnioski z pisania MDM opublikowałem tutaj.

San Francisco

IMG_3099

Chwilę po tym, jak domknęliśmy kwestię zmiany mojej pracy dzięki uprzejmości Google’a, miałem możliwość pojechania do San Francisco na konferencję Google I/O. Była to moja pierwsza wizyta w Stanach i od razu z takim przytupem.

Podczas ponadtygodniowego wyjazdu razem z Filipem mieliśmy nie tylko okazję pogadać z topowymi ludzi z Google’a i okolic, ale także zwiedzić całe miasto na piechotę (ścigaliśmy się komu Apple Health pokaże więcej kroków – robiliśmy dziennie po 20km przez miasto obgadując wszystkie możliwe branżowe ploty).

Zwiedzając SF miałem poczucie jakbym był na planie filmowym a dialogi ludzi na ulicach są wyreżyserowane. Z drugiej strony spodziewałem się większych niespodzianek – amerykańskie filmy katastroficzne spowodowały że krajobraz miasta nie był dla mnie niczym nowym. Mam osobistą satysfakcję, że przeżyliśmy z Filipem mieszkanie i funkcjonowanie w najgorszej dzielnicy SF czyli Tenderloin.

Wspinaczka

IMG_3745

Mało miałem  aktywności fizycznych w tym roku. Paulina chcą nas trochę rozruszać zaproponowała wspinaczkę. Już kiedyś miałem okazję jej spróbować (jeszcze mieszkając we Wrocławiu), ale wtedy zupełnie mi się nie podobała – nikt mi nie powiedział, że wspina się z nóg a nie rąk. Przy odpowiednim wsparciu bardziej doświadczonych wspinaczy małymi kroczkami uczyliśmy się tej sztuki.

Wspinanie się daje wielki zastrzyk adrenaliny. Nawet teraz pisząc te słowa czuję jak pocą mi się ręce. Będąc na ścianie miałem poczucie bliskiego kontaktu z biologicznym niebezpieczeństwem. Mózg mi mówi, żeby tego nie robić, jest wysoko, a co jak spadniesz, czy ta lina wytrzyma? Miałem ogromną satysfakcję wchodzenia mimo to, sprzeciwianiu się samemu sobie. 3 godzinna sesja na ścianie mijała jak 15 minut.

Wietnam

IMG_4370Tak się w ogóle ciekawie stało, że choć uważam siebie za całkiem nieźle oblatanego podróżniczo gościa to po raz pierwszy w tym roku byłem poza Europą – po raz pierwszy w Stanach i drugi raz – w Wietnamie.

W ciągu niemal 3 tygodni udało nam się zwiedzić trochę centralnej i południowej części tego fascynującego kraju. Naszą bazą i punktem wypadowym był Sajgon. Miasto, które polubiliśmy dopiero za trzecią wizytą. Dopiero wtedy zauważyliśmy, że to nie tylko niemiłosierny harmider i mentalny pustostan backpackerskiej dzielnicy, ale także wiele ukrytych przed przewodnikami skarbów.

Reszta kraju jest ciężka do opisania, bo to pokaz skrajności: kurorty dla obcokrajowców i jadłodalnie z Pho dla lokalsów. Fantastycznie świeże, dobre i tanie jedzenie i plastykowe krzesełka. Sztandary komunistyczne obok sklepu Louis Vuitton.

Zdecydowanie chcę tam wrócić.

30

12065978_10208040308355533_8561584252206234839_n

W dniu moich urodzin byliśmy z Pauliną w Can Tho na Delcie Mekongu, w drodze na wyspę Phu Quoc. To był dzień jak każdy inny, poza tym, że właścicielka naszego pensjonatu przygotowała dla mnie mini tort (podejrzała w moim paszporcie datę urodzin) i że dostałem maila, który sam od siebie napisałęm pięciu lat wcześniej. Próbowałem w nim zgadnąć co się u mnie będzie działo jak stuknie mi trzydziestka. I choć ruchy, które wykonywałem wtedy powodują, że właśnie tutaj dotarłem to żadne z moich przewidywań z maila się nie sprawdziły. Ciekawe jak będzie za następne pięć lat.

Dziecko

stas

Największą i najważniejszą rzecz zostawiłem na koniec. Spodziewamy się z Pauliną dziecka! I choć faktyczne oczekiwanie skończy się dopiero w maju przyszłego roku to już po malutku do tego przygotowujemy emocjonalnie i logistycznie. Jedno jest pewne: przyszły rok będzie należał do naszego synka.

Czuję przyjemny wewnętrzny spokój na koniec tego roku. Wiele się wydarzyło, ale czuję, że jestem w dobrym miejscu, a przyszłość wygląda jeszcze ciekawiej niż przez poprzednie lata.

I’m excited.